No chciałam coś "innego", chciałam...
Chciałam, żeby były "jak żywe", no chciałam...
Ale wiecie- "chcieć" nie zawsze znaczy "móc".
Chociaż z drugiej strony, mówi się, że dla chcącego nic trudnego...
Dlatego zawzięłam się i za trzecim podejściem ukręciłam coś tulipanopodobnego, co chociaż troszkę spełniło moje oczekiwania.
Ale, ale... tu nie kwiatek jest gwiazdą, a zozolkowy, wystrzałowy lizak, który skrył się w jego wnętrzu. Widzicie?
Okeeeeej, okej. Już się nie złośćcie, nie będę Wam dłużej robiła "smaka na lizaka".
Zanim przejdziemy do zdjęć, powiem Wam w sekrecie, że mój brak pełnego zadowolenia z tegoż oto fioletowego stworka, nadrobiło zdziwienie kelnerki, która w restauracji na widok bukietu chciała przynieść wazon... żeby kwiatki nie zwiędły ;)
Etykiety
- Baby boom
- By olśniewać
- Pogadajmy
- Prezent prosto z serca
- W domowych pieleszach
- Z najlepszymi życzeniami
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prezent prosto z serca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prezent prosto z serca. Pokaż wszystkie posty
Zozolowe tulipany, jak żywe... Czyli historia cukierkowego bukietu w nowej odsłonie.
Etykiety:
Bukiet,
Chrzest,
Cukierkowy bukiet,
Dla dziewczynki,
Dziecko,
Hand made,
Handmade,
Kartka,
Kwiatki,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Ślub,
Urodziny,
Wedding,
Wesele,
Z najlepszymi życzeniami
Przypadki chodzą po... łąkach.
Nie wiem...serio!
Zupełnie nie wiem jak to się stało, że udało mi się wyhodować te trzy maki.
A właściwie wiem... tylko czy warto się przyznawać, że to był tylko przypadek?
Coś wycięłam.
Coś wydarłam.
Coś skróciłam.
Coś skleiłam.
I wyszedł... Najpierw jeden, potem drugi, zaraz trzeci...
A że idealnie skomponowały się z moim nowym papierem, nie mogłam ich wyrzucić.
Doceniłam ich niebywałą trwałość i niskie wymogi techniczne-postanowiłam okrasić nimi urodzinowy prezent.
Chociaż przy okazji chciałabym wspomnieć, że ostatnio przechodzę sama siebie i potrafię utrzymać przy życiu więcej niż tylko plastikowego kaktusa i zioła z Ikei. (Nie ukrywam, że w tym miejscu oczekuję od Was braw ;)).
I jak? Ujdzie w polu?
Zupełnie nie wiem jak to się stało, że udało mi się wyhodować te trzy maki.
A właściwie wiem... tylko czy warto się przyznawać, że to był tylko przypadek?
Coś wycięłam.
Coś wydarłam.
Coś skróciłam.
Coś skleiłam.
I wyszedł... Najpierw jeden, potem drugi, zaraz trzeci...
A że idealnie skomponowały się z moim nowym papierem, nie mogłam ich wyrzucić.
Doceniłam ich niebywałą trwałość i niskie wymogi techniczne-postanowiłam okrasić nimi urodzinowy prezent.
Chociaż przy okazji chciałabym wspomnieć, że ostatnio przechodzę sama siebie i potrafię utrzymać przy życiu więcej niż tylko plastikowego kaktusa i zioła z Ikei. (Nie ukrywam, że w tym miejscu oczekuję od Was braw ;)).
I jak? Ujdzie w polu?
Etykiety:
Bombka,
Bombki,
Boże Narodzenie,
Choinka,
Dom,
Gwiazdka,
Hand made,
Handmade,
Opakowanie prezentu,
Ozdoby,
Ozdoby choinkowe,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Świąteczne,
Święta
Motylem jestem...
"Jak motyle, jak motyle,
wzlećmy jeszcze choć na chwilę
w górę, aż pod niebo,
tam, gdzie czeka nas słońca blask!"
Heh... o ironio!
Kiedy skończyłam pakować ten prezent, zerknęłam na niego z ukosa i pomyślałam sobie: "No, Katarzyna... nie najgorsze te motylki wycięłaś..."
A teraz kiedy patrze na te zdjęcia, zaledwie sprzed kilkunastu dni, i porównuje te imitacje małych kolorowych stworzonek z tym co tworzy moje osobiste "hendmejdowe Ferrari" myślę: "Katarzyna, jaka Ty jesteś malućka..."
No, ale nic to... Zobaczcie historię motylkowej rodzinki ;)
wzlećmy jeszcze choć na chwilę
w górę, aż pod niebo,
tam, gdzie czeka nas słońca blask!"
Heh... o ironio!
Kiedy skończyłam pakować ten prezent, zerknęłam na niego z ukosa i pomyślałam sobie: "No, Katarzyna... nie najgorsze te motylki wycięłaś..."
A teraz kiedy patrze na te zdjęcia, zaledwie sprzed kilkunastu dni, i porównuje te imitacje małych kolorowych stworzonek z tym co tworzy moje osobiste "hendmejdowe Ferrari" myślę: "Katarzyna, jaka Ty jesteś malućka..."
No, ale nic to... Zobaczcie historię motylkowej rodzinki ;)
Etykiety:
Bombka,
Bombki,
Boże Narodzenie,
Choinka,
Dom,
Gwiazdka,
Hand made,
Handmade,
Opakowanie prezentu,
Ozdoby,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Urodziny
❅ Bukiet dla Elsy ❅
U Was też piekarnik za oknem jest rozkręcony na najwyższą temperaturę?
Ehhh... Nawet mój naturalny termostat zaczyna fiksować- mam ciepłe ręce! Dacie wiarę?
To nieprawda, że ja zimą narzekałam na zimno. Nigdy. Przenigdy. Co to to nie.
A nawet jeśli coś kiedyś wspomniałam, to na pewno wymsknęło mi się przez przypadek. ;)
W taki upał zapewne każdy z nas marzy o orzeźwieniu.
Temperatury za oknem to pewnie nie obniży, ale polecam lodowe cukierki... oczywiście w niebanalnym wydaniu- bukietu.
Nie wiem czy Elsa byłaby z niego zadowolona, ale wiem, że mała "komunistka", dla której był robiony uległa jego niebieskiemu urokowi. ;)
Ehhh... Nawet mój naturalny termostat zaczyna fiksować- mam ciepłe ręce! Dacie wiarę?
To nieprawda, że ja zimą narzekałam na zimno. Nigdy. Przenigdy. Co to to nie.
A nawet jeśli coś kiedyś wspomniałam, to na pewno wymsknęło mi się przez przypadek. ;)
W taki upał zapewne każdy z nas marzy o orzeźwieniu.
Temperatury za oknem to pewnie nie obniży, ale polecam lodowe cukierki... oczywiście w niebanalnym wydaniu- bukietu.
Nie wiem czy Elsa byłaby z niego zadowolona, ale wiem, że mała "komunistka", dla której był robiony uległa jego niebieskiemu urokowi. ;)
Etykiety:
Bukiet,
Chrzest,
Cukierkowy bukiet,
Dla dziewczynki,
Dziecko,
Hand made,
Handmade,
Kartka,
Kwiatki,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Ślub,
Urodziny,
Wedding,
Wesele,
Z najlepszymi życzeniami
Stuknęła mi setka!
Wiem co chcecie powiedzieć- dobrze się trzymam, jak na ten wiek ;)
Eh Wy żartownisie...
Przecież ja nie o metryce mówię, a o liczbie postów!
Nie wiem kiedy napisałam te poprzednie 99 parahistoryjek i jakimi zdjęciami Was zasypywałam, ale jedno wiem na pewno- nie przestanę ;)
Z powodu tego małego jubileuszu chyba należą się mojej Czarnej Perełce jakieś "kwiatki", jak myślicie?
Nooo... niech ma! W końcu można uznać, że jest już dorosła...
Eh Wy żartownisie...
Przecież ja nie o metryce mówię, a o liczbie postów!
Nie wiem kiedy napisałam te poprzednie 99 parahistoryjek i jakimi zdjęciami Was zasypywałam, ale jedno wiem na pewno- nie przestanę ;)
Z powodu tego małego jubileuszu chyba należą się mojej Czarnej Perełce jakieś "kwiatki", jak myślicie?
Nooo... niech ma! W końcu można uznać, że jest już dorosła...
Etykiety:
Bukiet,
Chrzest,
Cukierkowy bukiet,
Dla dziewczynki,
Dziecko,
Hand made,
Handmade,
Kartka,
Kwiatki,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Ślub,
Urodziny,
Wedding,
Wesele,
Z najlepszymi życzeniami
Sto lat, sto lat...
Wiecie jaki jest klucz do szczęścia?
Kiedy już stajemy się groźnymi niedźwiedziami, nie wolno nam zapominać o drzemiących w nas małych, radosnych misiach.
Nie wiem ile jest w tym prawdy, ale choć sama już dawno skończyłam 3 latka i sięgam głową wysoko (oooj wysoko!) ponad stół, nadal mam w sobie dużo dziecka...
Zresztą nie tylko ja. Wprawdzie w związkach podobno przyciągają się przeciwieństwa, ale ja i mój Połówek, zgadzamy się w (co najmniej) jednej kwestii- uwielbiamy kinderowe słodkości.
Dlatego nie było innej możliwości, jak "upieczenie" dla Niego kinderkowego tortu, zwieńczonego klasykiem gatunku- jajkiem niespodzianką. :)
Zobaczcie sami...
Kiedy już stajemy się groźnymi niedźwiedziami, nie wolno nam zapominać o drzemiących w nas małych, radosnych misiach.
Nie wiem ile jest w tym prawdy, ale choć sama już dawno skończyłam 3 latka i sięgam głową wysoko (oooj wysoko!) ponad stół, nadal mam w sobie dużo dziecka...
Zresztą nie tylko ja. Wprawdzie w związkach podobno przyciągają się przeciwieństwa, ale ja i mój Połówek, zgadzamy się w (co najmniej) jednej kwestii- uwielbiamy kinderowe słodkości.
Dlatego nie było innej możliwości, jak "upieczenie" dla Niego kinderkowego tortu, zwieńczonego klasykiem gatunku- jajkiem niespodzianką. :)
Zobaczcie sami...
Etykiety:
18stka,
Cukierkowy bukiet,
Dziecka,
Dziecko,
Hand made,
Handmade,
Jajka,
Masterchef,
Opakowanie prezentu,
Osiemnastka,
Prezent prosto z serca,
Tort,
Urodziny
Wspomnień czar, zamknięty w albumie
Co tu dużo gadać...
No nie było mnie dość długo, ale powoli zaczynam nadrabiać zaległości.
Pierwsze promyki wiosennego słońca podładowały moje zmęczone zimą akumulatory, dlatego wracam tutaj z nową energią.
A nowy sezon rozpoczynam... sentymentalnie.
Skromny album, podkreślający słoneczny klimat wakacyjnych fotografii.
No nie było mnie dość długo, ale powoli zaczynam nadrabiać zaległości.
Pierwsze promyki wiosennego słońca podładowały moje zmęczone zimą akumulatory, dlatego wracam tutaj z nową energią.
A nowy sezon rozpoczynam... sentymentalnie.
Skromny album, podkreślający słoneczny klimat wakacyjnych fotografii.
Ja i akcesoria dla fotografów? A własnie, że tak!
O!
Bo ja, moi mili... coś tam kiedyś nawet z aparatami miałam wspólnego...
Nie na darmo ma się tytuł "dyrektora artystycznego". Wszak biegało się z blendą, wymieniało obiektywy, czyściło szkiełka i nosiło statyw, ha!
O! Nawet naciskało się spust migawki... kiedy szanowna pani fotograf okazywała się za niska... ;)
Sami więc przyznacie, że jakieś obycie już mam i co nieco mogę się powymądrzać.
Ale dosyć tej swawolnej autoironii, czas pokazać co nowego.
"Pomysł na" czerwony groszkowy pasek do aparatu zrodził się już jakiś czas temu, jednak sprawa miała być dużo prostsza. Miałam go po prostu kupić...
Ale, że "nima", mimo że "jest", postanowiłam uszyć. To znaczy... no nie do końca...
Uszył podwykonawca- niezawodna Pani Mama :) Ja tylko po raz kolejny byłam rzeczonym "dyrektorem artystycznym" od spraw organizacyjno-beznadziejnych (choć nadziei na znalezienie wszystkich niezbędnych elementów nie straciłam).
Zobaczcie jakie tym razem owoce przyniosła ta kooperacja
Bo ja, moi mili... coś tam kiedyś nawet z aparatami miałam wspólnego...
Nie na darmo ma się tytuł "dyrektora artystycznego". Wszak biegało się z blendą, wymieniało obiektywy, czyściło szkiełka i nosiło statyw, ha!
O! Nawet naciskało się spust migawki... kiedy szanowna pani fotograf okazywała się za niska... ;)
Sami więc przyznacie, że jakieś obycie już mam i co nieco mogę się powymądrzać.
Ale dosyć tej swawolnej autoironii, czas pokazać co nowego.
"Pomysł na" czerwony groszkowy pasek do aparatu zrodził się już jakiś czas temu, jednak sprawa miała być dużo prostsza. Miałam go po prostu kupić...
Ale, że "nima", mimo że "jest", postanowiłam uszyć. To znaczy... no nie do końca...
Uszył podwykonawca- niezawodna Pani Mama :) Ja tylko po raz kolejny byłam rzeczonym "dyrektorem artystycznym" od spraw organizacyjno-beznadziejnych (choć nadziei na znalezienie wszystkich niezbędnych elementów nie straciłam).
Zobaczcie jakie tym razem owoce przyniosła ta kooperacja
Etykiety:
Akcesoria,
Czerwony,
Fotografia,
Groszki,
Hand made,
Handmade,
Kolorowy,
Kropki,
Ozdoby,
Pasek do aparatu,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Sesja fotograficzna,
Stylowi,
Szycie,
We wzory,
Wygląd,
Wyjątkowy
Jestem pakerem ;)
Pakuję prezenty.
Wczorajszy wieczór spędziłam w morzu papierów, wstążeczek i innych kolorowych drobiazgów. Jednym zdaniem: byłam w swoim żywiole :)
No, ale przecież prezenty nie mogły leżeć takie nieoprawione, a choinka taka samotna. Aaaaa... bo ja się Wam jeszcze nie chwaliłam- mam choinkę :D
Ale pokażę ją następnym razem, póki co kolejna dawka inspiracji dla niezdecydowanych świątecznych elfów ;)
Wczorajszy wieczór spędziłam w morzu papierów, wstążeczek i innych kolorowych drobiazgów. Jednym zdaniem: byłam w swoim żywiole :)
No, ale przecież prezenty nie mogły leżeć takie nieoprawione, a choinka taka samotna. Aaaaa... bo ja się Wam jeszcze nie chwaliłam- mam choinkę :D
Ale pokażę ją następnym razem, póki co kolejna dawka inspiracji dla niezdecydowanych świątecznych elfów ;)
Etykiety:
Bombka,
Bombki,
Boże Narodzenie,
Choinka,
Dom,
Gwiazdka,
Hand made,
Handmade,
Opakowanie prezentu,
Ozdoby,
Ozdoby choinkowe,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Świąteczne,
Święta
Wszyscy mają Mambę, mam i ja! (post nie zawiera lokowania produktu) ;)
Wiem, wiem, wiem... Boże Narodzenie to nie czas Mamby, tylko Magicznych Gwiazdek Milky Way :D (post jednak zawiera lokowanie produktu).
Ale 23:34 to nie pora na rozpisywanie się o słodkościach. Wprawdzie jestem łasuchem, ale jeśli założyć, że "od jutra przechodzę na dietę", to nie zostało mi już dużo czasu na wcinanie słodkości ;)
No... i tak oto, jak zwykle zaczynam masą dygresji, a miało być o... aniołkach.
Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze udawało mi się ukryć posiadanie siwych włosów, kupiłam foremkę do gipsowych odlewów. Wydawał mi się to wówczas prosty i przede wszystkim szybki sposób na zrobienie fajnych ozdób choinkowych. Heh... ale jedyne "szybko" w całej tej aniołkowej historii mieści się w zdaniu: "szybko się przekonałam, że to wymaga czasu".
Na całe szczęście jest przy tym trochę zabawy, a i efekty okazywały sie być całkiem zadowalające. Tak właściwie, to nie "całkiem zadowalające", a na tyle zadowalające, że aniołki znikały, jak świeże bułeczki (i to z całą pewnością dlatego aniołki robią się ciepłe, kiedy gips się związuje-teoria (nie)małego chemika :P ). Proces znikania był na tyle szybki, że w efekcie po sześciu latach posiadania foremki, na mojej choince wisi zawrotna ilość:
0 gipsowych aniołków.
Jestem skłonna stwierdzić, że w przyszłym roku moja Mama ogłosi strajk (co najmniej) głodowy, jeśli nie pozwolę wreszcie zmienić choinkowych ozdób. Dawniej zmieniałyśmy je każdego roku, nooo... ewentualnie co drugie święta. Ale nic nie poradzę, że obecną wersję uwielbiam i za nic na świecie (chyba, że za fabrykę Mlecznych Gwiazdek) nie pozwolę jej zmienić. Ha! Taka jestem asertywna ;)
Jednak żeby nieco ułaskawić mamine serce, zabrałam się wreszcie za robienie aniołków na naszą choinkę. Oczywiście pierwsza partia już rozdana, ale druga i trzecia dosycha, by zawisnąć na moim świątecznym drzewku.
Już nie mogę się doczekać! (wiem, nazwisko zobowiązuje).
A teraz zobaczcie, jak wyglądały aniołki na ubiegłorocznej choince Pauli oraz do czego jeszcze można wykorzystać te urocze uskrzydlone postaci.
Ale 23:34 to nie pora na rozpisywanie się o słodkościach. Wprawdzie jestem łasuchem, ale jeśli założyć, że "od jutra przechodzę na dietę", to nie zostało mi już dużo czasu na wcinanie słodkości ;)
No... i tak oto, jak zwykle zaczynam masą dygresji, a miało być o... aniołkach.
Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze udawało mi się ukryć posiadanie siwych włosów, kupiłam foremkę do gipsowych odlewów. Wydawał mi się to wówczas prosty i przede wszystkim szybki sposób na zrobienie fajnych ozdób choinkowych. Heh... ale jedyne "szybko" w całej tej aniołkowej historii mieści się w zdaniu: "szybko się przekonałam, że to wymaga czasu".
Na całe szczęście jest przy tym trochę zabawy, a i efekty okazywały sie być całkiem zadowalające. Tak właściwie, to nie "całkiem zadowalające", a na tyle zadowalające, że aniołki znikały, jak świeże bułeczki (i to z całą pewnością dlatego aniołki robią się ciepłe, kiedy gips się związuje-teoria (nie)małego chemika :P ). Proces znikania był na tyle szybki, że w efekcie po sześciu latach posiadania foremki, na mojej choince wisi zawrotna ilość:
0 gipsowych aniołków.
Jestem skłonna stwierdzić, że w przyszłym roku moja Mama ogłosi strajk (co najmniej) głodowy, jeśli nie pozwolę wreszcie zmienić choinkowych ozdób. Dawniej zmieniałyśmy je każdego roku, nooo... ewentualnie co drugie święta. Ale nic nie poradzę, że obecną wersję uwielbiam i za nic na świecie (chyba, że za fabrykę Mlecznych Gwiazdek) nie pozwolę jej zmienić. Ha! Taka jestem asertywna ;)
Jednak żeby nieco ułaskawić mamine serce, zabrałam się wreszcie za robienie aniołków na naszą choinkę. Oczywiście pierwsza partia już rozdana, ale druga i trzecia dosycha, by zawisnąć na moim świątecznym drzewku.
Już nie mogę się doczekać! (wiem, nazwisko zobowiązuje).
A teraz zobaczcie, jak wyglądały aniołki na ubiegłorocznej choince Pauli oraz do czego jeszcze można wykorzystać te urocze uskrzydlone postaci.
Etykiety:
Bombka,
Bombki,
Boże Narodzenie,
Choinka,
Dom,
Gwiazdka,
Hand made,
Handmade,
Opakowanie prezentu,
Ozdoby,
Ozdoby choinkowe,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Świąteczne,
Święta
"Słitaśnie", czy na "królową zimy"? Czyli słów kilka o tym, jak zapakować świąteczny prezent.
Zaczęło się :)
Niemal wszystkie prezenty już kupione...tzn. tfu...Zamówione u Świętego Mikołaja. Powoli można zacząć pomóc Mu w opakowaniu tych wszystkich podarunków.
Nie wyrzekam się gotowych torebek, ale uwielbiam ten moment, kiedy dostaje się prezent, w napięciu rozrywa papier, szuka szybkiego sposobu, by otworzyć pudełko i ujrzeć wreszcie tę "niespodziewajkę".
Poza tym... jest w tym trochę egoizmu z mojej strony- czerpię podwójną radość z dawania prezentów :) Uwielbiam je opakowywać.
Swego czasu ponad wszystko ubóstwiałam zwykły, szary papier pakowy. Nawet nie wiecie ile daje możliwości! Jest super uniwersalny i fajnie współgra z wieloma kolorami i strukturami. Przede mną jeszcze kilka prezentów do zapakowania, więc zapewne wykorzystam dobrze znane mi patenty sprzed lat.
Poza tym... jestem zbieraczem! Tak, to niestety prawda. Zbieram wszelkie fajne kokardki, sznury, papiery, koraliki, skrawki filcu, kwiatki, listki... Tak naprawdę wszystko co "może się przydać". Wprawdzie zajmuje to trochę miejsca, ale najczęściej ratuje mnie w ekstremalnych sytuacjach, kiedy nie mam konkretnego planu i szukam "inspiracji".
A jak było w tym przypadku?
Dostałam dwie książki i rulon fioletowego połyskującego papieru, z pytaniem: "Zapakujesz?".
Ba! Też mi pytanie... pewnie, że zapakuję ;) Wprawdzie poza prezentami i papierem miałam... nie miałam nic, ale w ostateczności szybkie przeszukanie "podręcznego kartonu" podsunęło mi pewien pomysł. Prosty-to fakt, ale sądząc po reakcji Martyny, okazał się chyba mocno zadowalający. :)
Drugi prezent w stylu "królowej zimy", to już moje zamówienie u brzuchatego staruszka z siwą brodą. Nie zdradzę, co jest w środku, bo pudełko trafi do właścicielki dopiero w niedzielę, ale możecie za to zobaczyć jak prezentuje się jego "stylizacja". ;)
Póki co nic nie zapowiada, by tegoroczne święta miały być "białe", stąd mała namiastka bajkowych śnieżynek na opakowaniu.
Niemal wszystkie prezenty już kupione...tzn. tfu...Zamówione u Świętego Mikołaja. Powoli można zacząć pomóc Mu w opakowaniu tych wszystkich podarunków.
Nie wyrzekam się gotowych torebek, ale uwielbiam ten moment, kiedy dostaje się prezent, w napięciu rozrywa papier, szuka szybkiego sposobu, by otworzyć pudełko i ujrzeć wreszcie tę "niespodziewajkę".
Poza tym... jest w tym trochę egoizmu z mojej strony- czerpię podwójną radość z dawania prezentów :) Uwielbiam je opakowywać.
Swego czasu ponad wszystko ubóstwiałam zwykły, szary papier pakowy. Nawet nie wiecie ile daje możliwości! Jest super uniwersalny i fajnie współgra z wieloma kolorami i strukturami. Przede mną jeszcze kilka prezentów do zapakowania, więc zapewne wykorzystam dobrze znane mi patenty sprzed lat.
Poza tym... jestem zbieraczem! Tak, to niestety prawda. Zbieram wszelkie fajne kokardki, sznury, papiery, koraliki, skrawki filcu, kwiatki, listki... Tak naprawdę wszystko co "może się przydać". Wprawdzie zajmuje to trochę miejsca, ale najczęściej ratuje mnie w ekstremalnych sytuacjach, kiedy nie mam konkretnego planu i szukam "inspiracji".
A jak było w tym przypadku?
Dostałam dwie książki i rulon fioletowego połyskującego papieru, z pytaniem: "Zapakujesz?".
Ba! Też mi pytanie... pewnie, że zapakuję ;) Wprawdzie poza prezentami i papierem miałam... nie miałam nic, ale w ostateczności szybkie przeszukanie "podręcznego kartonu" podsunęło mi pewien pomysł. Prosty-to fakt, ale sądząc po reakcji Martyny, okazał się chyba mocno zadowalający. :)
Drugi prezent w stylu "królowej zimy", to już moje zamówienie u brzuchatego staruszka z siwą brodą. Nie zdradzę, co jest w środku, bo pudełko trafi do właścicielki dopiero w niedzielę, ale możecie za to zobaczyć jak prezentuje się jego "stylizacja". ;)
Póki co nic nie zapowiada, by tegoroczne święta miały być "białe", stąd mała namiastka bajkowych śnieżynek na opakowaniu.
Etykiety:
Boże Narodzenie,
Choinka,
Dziecko,
Gwiazdka,
Hand made,
Handmade,
Koronkowe,
Opakowanie prezentu,
Ozdoby,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
Pudełko,
Ręcznie robione,
Ślub,
Świąteczne,
Święta,
Urodziny
Podaj cegłę, podaj cegłę...
"...zbudujemy nowy dom"
Ceegieł nie ma, za to była Alicja bez dachu nad głową. A że jesienna aura nas nie rozpieszcza, nie wypadało bidulki zostawiać samej, na pastwę losu.
A tak na poważnie (powiało grozą), literkowa Ala będzie zapewne prezentem dla jakiejś małej księżniczki. A prezenty, jak wiadomo, wymagają stosownej oprawy. Stąd dla groszkowej małej damy, mała groszkowa sukienka w pomarańczowo-ceglastym kolorze ;)
Ceegieł nie ma, za to była Alicja bez dachu nad głową. A że jesienna aura nas nie rozpieszcza, nie wypadało bidulki zostawiać samej, na pastwę losu.
A tak na poważnie (powiało grozą), literkowa Ala będzie zapewne prezentem dla jakiejś małej księżniczki. A prezenty, jak wiadomo, wymagają stosownej oprawy. Stąd dla groszkowej małej damy, mała groszkowa sukienka w pomarańczowo-ceglastym kolorze ;)
Etykiety:
18stka,
Bombka,
Bombki,
Boże Narodzenie,
Choinka,
Dom,
Dziecko,
Dziewczynki,
Gwiazdka,
Hand made,
Handmade,
Opakowanie prezentu,
Osiemnastka,
Ozdoby,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Urodziny
"Takie coś"
No chyba nie chcecie zapytać: "Takie coś- czyli co?" ?!
Przecież każdy wie, że takie coś, służy do takiego czegoś i leży zazwyczaj tam obok tego...
"A gdzie jest tam i koło jakiego tego leży?"
Ehh...
No przecież mówię, że tam, a to znaczy że tam, a koło tego, czyli no... koło tego no... tego takiego!
Za takie właśnie (nie)jasności kocham nasz ojczysty język.
"A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają."
I niech jakiś obcokrajowiec śmie narzekać na deklinację, na "ś" i na "ć", albo na idiomy...
Zaproście go wtedy do prawdziwego polskiego domu, na prawdziwy polski bigos i najprawdziwsze polskie ruskie pierogi. Kiedy to pan domu szuka symbolu swej władzy i pyta "gdzie to jest?". Niech odważy się zapytać: "Ale co?" i niech usłyszy: "Takie coś". Wtedy dopiero zrozumie, w jak łatwy i uniwersalny sposób, może porozumieć się z każdym szanującym się Polakiem.
Wystarczy bowiem (a wręcz należy) ominąć lekcję nr 1, gdzie uczy się (teoretycznie) pierwszego sztandarowego słowa z polskiego słownika* i wyćwiczyć sprawne posługiwanie się pełnym magii określeniem "takie coś" :)
Tak więc, skoro popisałam się już językoznawstwem, poniżej efekty zamówienia o wymownej treści:
"Zrób takie coś, na zdjęcie, takie wiesz... no Ty wiesz jakie... Ja to zdjęcie włożę w takie coś, ale chcę, żeby było zapakowane w coś, bo to na prezent. A i jeszcze jakąś prostą kartkę do tego."
*Dla mniej zorientowanych dodam słowami klasyka, iż chodzi mi o określenie opisujące (w swej bogatej gamie znaczeniowej) m.in. "kobietę, która prowadzi się lekko niczym BMW"
Przecież każdy wie, że takie coś, służy do takiego czegoś i leży zazwyczaj tam obok tego...
"A gdzie jest tam i koło jakiego tego leży?"
Ehh...
No przecież mówię, że tam, a to znaczy że tam, a koło tego, czyli no... koło tego no... tego takiego!
Za takie właśnie (nie)jasności kocham nasz ojczysty język.
"A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają."
I niech jakiś obcokrajowiec śmie narzekać na deklinację, na "ś" i na "ć", albo na idiomy...
Zaproście go wtedy do prawdziwego polskiego domu, na prawdziwy polski bigos i najprawdziwsze polskie ruskie pierogi. Kiedy to pan domu szuka symbolu swej władzy i pyta "gdzie to jest?". Niech odważy się zapytać: "Ale co?" i niech usłyszy: "Takie coś". Wtedy dopiero zrozumie, w jak łatwy i uniwersalny sposób, może porozumieć się z każdym szanującym się Polakiem.
Wystarczy bowiem (a wręcz należy) ominąć lekcję nr 1, gdzie uczy się (teoretycznie) pierwszego sztandarowego słowa z polskiego słownika* i wyćwiczyć sprawne posługiwanie się pełnym magii określeniem "takie coś" :)
Tak więc, skoro popisałam się już językoznawstwem, poniżej efekty zamówienia o wymownej treści:
"Zrób takie coś, na zdjęcie, takie wiesz... no Ty wiesz jakie... Ja to zdjęcie włożę w takie coś, ale chcę, żeby było zapakowane w coś, bo to na prezent. A i jeszcze jakąś prostą kartkę do tego."
*Dla mniej zorientowanych dodam słowami klasyka, iż chodzi mi o określenie opisujące (w swej bogatej gamie znaczeniowej) m.in. "kobietę, która prowadzi się lekko niczym BMW"
Etykiety:
18stka,
Choinka,
Dom,
Dziecko,
Dziewczynki,
Gwiazdka,
Hand made,
Handmade,
Opakowanie prezentu,
Osiemnastka,
Ozdoby,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Urodziny,
Z najlepszymi życzeniami
Taka ze mnie Baba Jaga!
No co?
Skoro Baba Jaga zbudowała domek z piernika, to czemu ja nie mogę zrobić bukietu z cukierków?
Co więcej, obiecuję, nie chce nikogo zjeść. Zamiary miałam zgoła inne, niż poczciwa Baba Jaga.
W podzięce oczekiwałam jedynie szczerego usmiechu i tyle właśnie dostałam :)
I drugi egzemplarz, robiony na zamówienie:
Skoro Baba Jaga zbudowała domek z piernika, to czemu ja nie mogę zrobić bukietu z cukierków?
Co więcej, obiecuję, nie chce nikogo zjeść. Zamiary miałam zgoła inne, niż poczciwa Baba Jaga.
W podzięce oczekiwałam jedynie szczerego usmiechu i tyle właśnie dostałam :)
I drugi egzemplarz, robiony na zamówienie:
Etykiety:
Bukiet,
Chrzest,
Cukierkowy bukiet,
Dla dziewczynki,
Dziecko,
Hand made,
Handmade,
Kartka,
Kwiatki,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Ślub,
Urodziny,
Wedding,
Wesele,
Z najlepszymi życzeniami
Bo liczą się drobiazgi!
Kupno drobnego upominku to nie problem. Problem pojawia się, gdy chcemy coś malusieńkiego zapakować tak, by wywołało ogromniasty uśmiech :)
Stwierdzam więc, że rozmiar jednak ma znaczenie...
Ale w myśl zasady "kto da radę, jak nie ja?!", postanowiłam podjąć się wyzwania i rozpoczęłam tę nierówną walkę.
Pudełeczka oferowane w sklepach jubilerskich może i są eleganckie i ładnie prezentuje się w nich biżuteria, ale nic nie zastąpi własnoręcznie wykonanego opakowania. A już tym bardziej nic nie da tyle radochy, co robienie tegoż opakowania.
Oceńcie sami, czy tę walkę skończyłam z tarczą, czy na tarczy ;)
Stwierdzam więc, że rozmiar jednak ma znaczenie...
Ale w myśl zasady "kto da radę, jak nie ja?!", postanowiłam podjąć się wyzwania i rozpoczęłam tę nierówną walkę.
Pudełeczka oferowane w sklepach jubilerskich może i są eleganckie i ładnie prezentuje się w nich biżuteria, ale nic nie zastąpi własnoręcznie wykonanego opakowania. A już tym bardziej nic nie da tyle radochy, co robienie tegoż opakowania.
Oceńcie sami, czy tę walkę skończyłam z tarczą, czy na tarczy ;)
Etykiety:
Bombka,
Bombki,
Boże Narodzenie,
Choinka,
Dom,
Gwiazdka,
Hand made,
Handmade,
Opakowanie prezentu,
Ozdoby,
Ozdoby choinkowe,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Świąteczne,
Święta
Mam trzy latka, trzy i pół...
Chciałoby się powiedzieć: "ahhh... kiedy to było"
Większość z nas już zapewne dawno pożegnała się z Wróżką Zębuszką, puściła w zapomnienie przedszkolną marchewkę z groszkiem, a ukochane lalki i kolorowe samochody trzyma w kartonie na dnie szafy. Na szczęście zamiast z żalem zaglądać we własną metrykę, możemy choć na chwilę powrócić do piaskownicy za sprawą pojawiających się w rodzinie Bąbelków. ;)
We mnie (nie)stety dziecko budzi się nie tylko wtedy, kiedy mam okazję pobawić się z takim Maluszkiem, ale też (a może przede wszystkim), kiedy wchodzę do sklepu z zabawkami. Pozornie proste i krótkie zakupy przeistaczają się w podróż do przeszłości. Masa wspomnień i... nawet nie wiadomo, kiedy mija godzinka (ewentualnie dwie) ;)
Mogę nawet przyznać, że wyjście do sklepu zabawkowego jest wyjątkiem dla reguły, wedle której nie znoszę zakupów. Robię je z ogromną przyjemnością i z radością korzystam z każdej okazji, kiedy mogę bezkarnie poszaleć w dziecięcym raju. Idealną okazją są np. urodzinki. Zostałam ostatnio zaproszona na poważne, trzecie urodzinki małego gentelman'a i choć nie bardzo miałam okazję poszaleć przy wyborze prezentu (btw. wiecie, że zabawki można kupić w sklepie z osprzętem rolniczym? :O ), to zabawę nadrobiłam przy pakowaniu.
Znalezienie odpowiedniego papieru nie było proste, chcąc kupić coś pozbawionego bajkowych motywów, ale przy tym uroczego i niedziewczęcego... Na szczeście przy niewielkich kompromisach udało się, a przynajmniej taką mam nadzieję. Oceńcie sami :)
I całuśne słodkości <3
Większość z nas już zapewne dawno pożegnała się z Wróżką Zębuszką, puściła w zapomnienie przedszkolną marchewkę z groszkiem, a ukochane lalki i kolorowe samochody trzyma w kartonie na dnie szafy. Na szczęście zamiast z żalem zaglądać we własną metrykę, możemy choć na chwilę powrócić do piaskownicy za sprawą pojawiających się w rodzinie Bąbelków. ;)
We mnie (nie)stety dziecko budzi się nie tylko wtedy, kiedy mam okazję pobawić się z takim Maluszkiem, ale też (a może przede wszystkim), kiedy wchodzę do sklepu z zabawkami. Pozornie proste i krótkie zakupy przeistaczają się w podróż do przeszłości. Masa wspomnień i... nawet nie wiadomo, kiedy mija godzinka (ewentualnie dwie) ;)
Mogę nawet przyznać, że wyjście do sklepu zabawkowego jest wyjątkiem dla reguły, wedle której nie znoszę zakupów. Robię je z ogromną przyjemnością i z radością korzystam z każdej okazji, kiedy mogę bezkarnie poszaleć w dziecięcym raju. Idealną okazją są np. urodzinki. Zostałam ostatnio zaproszona na poważne, trzecie urodzinki małego gentelman'a i choć nie bardzo miałam okazję poszaleć przy wyborze prezentu (btw. wiecie, że zabawki można kupić w sklepie z osprzętem rolniczym? :O ), to zabawę nadrobiłam przy pakowaniu.
Znalezienie odpowiedniego papieru nie było proste, chcąc kupić coś pozbawionego bajkowych motywów, ale przy tym uroczego i niedziewczęcego... Na szczeście przy niewielkich kompromisach udało się, a przynajmniej taką mam nadzieję. Oceńcie sami :)
I całuśne słodkości <3
Etykiety:
Boże Narodzenie,
Chłopca,
Choinka,
Dziecka,
Gwiazdka,
Hand made,
Handmade,
Opakowanie prezentu,
Ozdoby,
Ozdoby choinkowe,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Świąteczne,
Święta,
Urodziny
Córeczka Tatusia? Ależ skąąąąd ;)
Choć są tacy, dla których polski Dzień Ojca wypadł w kalendarzu przedwczoraj, ja jednak hołduję tradycji dziś. :)
Jeszcze całkiem niedawno maluchy misternie wyklejały laurki dla swych Mam, powtarzając w pamięci wyuczone na tę okazje wierszyki, a starsi oblegali kwiaciarnie i pakowali prezenty. Jednak czas leci nieubłaganie (szczególnie ten mile spędzony), i tak oto od tamtego święta minął już niespełna miesiąc. Kwiatki zwiędły, czekoladki zostały zjedzone (ale nie poszły w bioderka, co to to nie!), inne upominki służą już obdarowanym Mamom, ale prezentowy rytuał powraca. Jednak tym razem ze specjalną dedykacją dla Tatusiów.
Należę wprawdzie do tych ludzi, dla których dawanie prezentów jest ogromną frajdą. Jednak problem pojawia się, kiedy ten prezent trzeba wybrać...
Tego typu dylematy jednak sobie odpuśćmy, bo dziś na tapecie nie prezent sam w sobie, a jego opakowanie.
Uwielbiam! Ba... to mało powiedziane! Kocham pakować prezenty. Nie dla mnie gotowe torebki, choć zdarza mi się awaryjnie z nich korzystać, zresztą przyznaję- bywają fajną bazą pod ciekawe opakowanie. Tak, czy inaczej, lubię, kiedy prezent wygląda, jak... prezent (ot, taka ciekawa refleksja na dziś ;) )
I choć nie mam skłonności do ogólnego chomikowania, to jestem w stanie przetrzymać każde pudełko, każdą wstążkę, kwiatek, koralik, kawałek filcu, czy czegoś zupełnie niepozornego, co z całą pewnością przyda mi się do zapakowania prezentu. Na dodatek już kupując prezent zastanawiam się gorączkowo, jak go zapakować...
Do niedawna byłam miłośniczką papieru pakowego, może i niepozorny, ale... daje radę ;) Jednak przyznaję, zdradziłam go ostatnio na rzecz groszkowych papierów, które kompletnie skradły moje serce. W taki właśnie papier był zapakowany prezent na Dzień Mamy. Dokumentacji fotograficznej nie ma, bo... bo zapomniałam... Każdemu się może zdarzyć, ale nic straconego, bo pewnie jeszcze kiedyś wykorzystam ten pomysł do opakowania innych upominków :)
Wracając jednak do głównych bohaterów dzisiejszego dnia-groszki odpadają. "Słodkie" opakowania, jeśli nie nadają się do zjedzenia odpadają w przypadku męskich prezentów, dlatego dziś zdecydowałam się na minimalistyczny srebrny papier z... nutką kobiecego uroku ;)
Jeszcze całkiem niedawno maluchy misternie wyklejały laurki dla swych Mam, powtarzając w pamięci wyuczone na tę okazje wierszyki, a starsi oblegali kwiaciarnie i pakowali prezenty. Jednak czas leci nieubłaganie (szczególnie ten mile spędzony), i tak oto od tamtego święta minął już niespełna miesiąc. Kwiatki zwiędły, czekoladki zostały zjedzone (ale nie poszły w bioderka, co to to nie!), inne upominki służą już obdarowanym Mamom, ale prezentowy rytuał powraca. Jednak tym razem ze specjalną dedykacją dla Tatusiów.
Należę wprawdzie do tych ludzi, dla których dawanie prezentów jest ogromną frajdą. Jednak problem pojawia się, kiedy ten prezent trzeba wybrać...
Tego typu dylematy jednak sobie odpuśćmy, bo dziś na tapecie nie prezent sam w sobie, a jego opakowanie.
Uwielbiam! Ba... to mało powiedziane! Kocham pakować prezenty. Nie dla mnie gotowe torebki, choć zdarza mi się awaryjnie z nich korzystać, zresztą przyznaję- bywają fajną bazą pod ciekawe opakowanie. Tak, czy inaczej, lubię, kiedy prezent wygląda, jak... prezent (ot, taka ciekawa refleksja na dziś ;) )
I choć nie mam skłonności do ogólnego chomikowania, to jestem w stanie przetrzymać każde pudełko, każdą wstążkę, kwiatek, koralik, kawałek filcu, czy czegoś zupełnie niepozornego, co z całą pewnością przyda mi się do zapakowania prezentu. Na dodatek już kupując prezent zastanawiam się gorączkowo, jak go zapakować...
Do niedawna byłam miłośniczką papieru pakowego, może i niepozorny, ale... daje radę ;) Jednak przyznaję, zdradziłam go ostatnio na rzecz groszkowych papierów, które kompletnie skradły moje serce. W taki właśnie papier był zapakowany prezent na Dzień Mamy. Dokumentacji fotograficznej nie ma, bo... bo zapomniałam... Każdemu się może zdarzyć, ale nic straconego, bo pewnie jeszcze kiedyś wykorzystam ten pomysł do opakowania innych upominków :)
Wracając jednak do głównych bohaterów dzisiejszego dnia-groszki odpadają. "Słodkie" opakowania, jeśli nie nadają się do zjedzenia odpadają w przypadku męskich prezentów, dlatego dziś zdecydowałam się na minimalistyczny srebrny papier z... nutką kobiecego uroku ;)
Etykiety:
Boże Narodzenie,
Choinka,
Dom,
Gwiazdka,
Hand made,
Handmade,
Opakowanie prezentu,
Ozdoby,
Ozdoby choinkowe,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
Ręcznie robione,
Świąteczne,
Święta
"Winny" kuzyn odnaleziony!
Już jakiś czas temu wspominałam tutaj o brakującym członku exploding'owej rodzinki. Jak obiecałam, tak zrobiłam- po powrocie do Wrocławia poważnie sobie porozmawiałam z kuzynem Pudełkiem i... powiedzmy, że udało nam dojść do porozumienia.
Dla własnego dobra, nad jakością zdjęcia nie będę się rozwodzić, ale tak tutaj od teraz będzie.
Dlatego skupmy się lepiej na wnętrzu. A wnętrze tegoż oto pudełka było, co by nie mówić... oprocentowane ;) I to pewnie dlatego nieletni kuzyn chował się przed fotografem- może bał się przyznać, że kiedyś chował wino?
Ale dobrze, Lany Poniedziałek powoli dobiega końca, więc starczy tego lania wody na dziś :)
Dla własnego dobra, nad jakością zdjęcia nie będę się rozwodzić, ale tak tutaj od teraz będzie.
Dlatego skupmy się lepiej na wnętrzu. A wnętrze tegoż oto pudełka było, co by nie mówić... oprocentowane ;) I to pewnie dlatego nieletni kuzyn chował się przed fotografem- może bał się przyznać, że kiedyś chował wino?
Ale dobrze, Lany Poniedziałek powoli dobiega końca, więc starczy tego lania wody na dziś :)
Etykiety:
Alkohol,
Boże Narodzenie,
Choinka,
Dom,
Gwiazdka,
Hand made,
Handmade,
Na butelkę,
Opakowanie prezentu,
Ozdoby,
Ozdoby choinkowe,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
Pudełko na wino,
Ręcznie robione,
Święta
Rama musi być!
Spokojnie, spokojnie... Ten post nie zawiera lokowania produktu, a przynajmniej nie tego masłopodobnego.
Nie zamierzam też zabawiać się w Iwonę Pavlovic i wystawiać not za trzymanie ramy w tańcach towarzyskich. Choć podobno wraca era "Tańca z Gwiazdami"*, więc może byłoby to bardzo na czasie...
Tak czy inaczej, dzisiaj słów kilka o nowych papierowych "składanko-wycinankach".
Kojarzycie na pewno jeden z ciekawszych polskich filmów (nie, to nie jest błąd w "druku") w reżyserii Juliusza Machulskiego "Vinci"*. A pamiętacie ten fragment, kiedy w jednej ze scen bohaterowie "zainspirowani" pracą znamienitego malarza wspominają, że:
"Da Vinci gruntował ten obraz z ramą"?
Wprawdzie ta sama rama stała się paręnaście scen później dużą przeszkodą dla głównych bohaterów, ale dzięki temu ciekawie wpłynęła na akcję filmu, a o to z całą pewnością chodziło. I tak oto jedna, zdawałoby się nic nieznacząca rama, w rękach Leonarda da Vinci dopełniła całości dzieła, będą swoistą "kropką nad i", a dzięki reżyserowi zyskała drugie życie i wpłynęła na wartkość akcji, stając się choć na chwilę główną bohaterką.
Zgoda, niecodziennie możemy podziwiać dzieła na skalę "Damy z łasiczką". Ale bądźmy szczerzy, dla większości z nas cenniejsze są klimatyczne zdjęcia, uwieczniające piękne chwile nasze i naszych bliskich. I to właśnie nad nimi potrafimy dumać i godzinami wspominać minione czasy. Dlaczego więc klasycznie wywołane fotografie, albo ich cyfrowe odpowiedniki zapisane na płytach CD, mają się piętrzyć w szarych kartonach na dnie szafy, skoro i one zasługują na coś bardziej indywidualnego i dopełniającego charakter tych pięknych chwil?
Nie wiem, dlatego poniżej parę kolorowych alternatyw, dla tych bezimiennych kartonów z dna szafy.
*Post zawierał lokowanie produktu. (A jednak)
Nie zamierzam też zabawiać się w Iwonę Pavlovic i wystawiać not za trzymanie ramy w tańcach towarzyskich. Choć podobno wraca era "Tańca z Gwiazdami"*, więc może byłoby to bardzo na czasie...
Tak czy inaczej, dzisiaj słów kilka o nowych papierowych "składanko-wycinankach".
Kojarzycie na pewno jeden z ciekawszych polskich filmów (nie, to nie jest błąd w "druku") w reżyserii Juliusza Machulskiego "Vinci"*. A pamiętacie ten fragment, kiedy w jednej ze scen bohaterowie "zainspirowani" pracą znamienitego malarza wspominają, że:
"Da Vinci gruntował ten obraz z ramą"?
Wprawdzie ta sama rama stała się paręnaście scen później dużą przeszkodą dla głównych bohaterów, ale dzięki temu ciekawie wpłynęła na akcję filmu, a o to z całą pewnością chodziło. I tak oto jedna, zdawałoby się nic nieznacząca rama, w rękach Leonarda da Vinci dopełniła całości dzieła, będą swoistą "kropką nad i", a dzięki reżyserowi zyskała drugie życie i wpłynęła na wartkość akcji, stając się choć na chwilę główną bohaterką.
Zgoda, niecodziennie możemy podziwiać dzieła na skalę "Damy z łasiczką". Ale bądźmy szczerzy, dla większości z nas cenniejsze są klimatyczne zdjęcia, uwieczniające piękne chwile nasze i naszych bliskich. I to właśnie nad nimi potrafimy dumać i godzinami wspominać minione czasy. Dlaczego więc klasycznie wywołane fotografie, albo ich cyfrowe odpowiedniki zapisane na płytach CD, mają się piętrzyć w szarych kartonach na dnie szafy, skoro i one zasługują na coś bardziej indywidualnego i dopełniającego charakter tych pięknych chwil?
Nie wiem, dlatego poniżej parę kolorowych alternatyw, dla tych bezimiennych kartonów z dna szafy.
*Post zawierał lokowanie produktu. (A jednak)
Etykiety:
Akcesoria,
Autorski,
Dla dziewczynki,
Dziecko,
Fotografia,
Hand made,
Handmade,
Opakowanie,
Ozdoby,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
prezentu,
Pudełko,
Ręcznie robione,
Sesja fotograficzna,
Ślub,
Wedding,
Wesele
Subskrybuj:
Posty (Atom)










.jpg)
.jpg)



.jpg)







