Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fotografia. Pokaż wszystkie posty

Ho Ho Ho!

Dzyń, dzyń, dzyń...

Słyszeliście wczoraj dźwięk dzwoneczków?
To dobrze, bo to oznacza, że chyba byliście grzeczni ;)

Ale nie to jest najważniejsze.

Kochani, z okazji Bożego Narodzenia,
życzę Wam pięknych świąt
i dużo uśmiechu na te parę dni i cały nadchodzący 2016 rok.
Ściskam mocno
:)




stroik by Mama ;)

Samochwała w kącie stała.

Okej, okej... Może stanie w kącie nie należy do przyjemności, ale wyobraźcie sobie jak miło mi się zrobiło, kiedy kolejna moja rzecz trafiła na główną stronę stylowi.pl :D
Wiem, że to drobiazg, ale uwierzcie mi- taki drobiazg potrafi przysporzyć naprawdę wiele radości. Szczególnie mając na uwadze cudowne otoczenie pięknych przedmiotów i fotografii, w towarzystwie których znalazła się moja maska.
Aż chce się krzyczeć z radości :)

Przyznaję, czuje się teraz jak dziecko, które dostało najpiękniejszego lizaka ze sklepowej wystawy (hm... w sumie trzeba przyznać, że wiek chyba nie ma tu żadnego znaczenia- pomimo tych "paru" siwych włosów mieniących się na czubku głowy, nadal cieszyłabym się z takiego wielkiego barwnego lizaka ;) ).
Ehh, ale do rzeczy... Oczywiście nie mogłam sobie darować i uwieczniłam ten fakt, tadaaaaaam:


Wspomnień czar, zamknięty w albumie

Co tu dużo gadać...
No nie było mnie dość długo, ale powoli zaczynam nadrabiać zaległości.
Pierwsze promyki wiosennego słońca podładowały moje zmęczone zimą akumulatory, dlatego wracam tutaj z nową energią.

A nowy sezon rozpoczynam... sentymentalnie.
Skromny album, podkreślający słoneczny klimat wakacyjnych fotografii.


Ja i akcesoria dla fotografów? A własnie, że tak!

O!

Bo ja, moi mili... coś tam kiedyś nawet z aparatami miałam wspólnego...
Nie na darmo ma się tytuł "dyrektora artystycznego". Wszak biegało się z blendą, wymieniało obiektywy, czyściło szkiełka i nosiło statyw, ha!
O! Nawet naciskało się spust migawki... kiedy szanowna pani fotograf okazywała się za niska... ;)

Sami więc przyznacie, że jakieś obycie już mam i co nieco mogę się powymądrzać.


Ale dosyć tej swawolnej autoironii, czas pokazać co nowego.
"Pomysł na" czerwony groszkowy pasek do aparatu zrodził się już jakiś czas temu, jednak sprawa miała być dużo prostsza. Miałam go po prostu kupić...
Ale, że "nima", mimo że "jest", postanowiłam uszyć. To znaczy... no nie do końca...
Uszył podwykonawca- niezawodna Pani Mama :) Ja tylko po raz kolejny byłam rzeczonym "dyrektorem artystycznym" od spraw organizacyjno-beznadziejnych (choć nadziei na znalezienie wszystkich niezbędnych elementów nie straciłam).

Zobaczcie jakie tym razem owoce przyniosła ta kooperacja




Święty Mikołaj się pospieszył i...

... u mnie już był :D
No okej... nie był to Mikołaj, tylko Mateusz, na dodatek nie święty, ale za to z anielską cierpliwością (do mnie ;) ), a to prawie to samo, prawda?
Zresztą zrobił mi lepszy prezent, niż zdołałoby zrobić stu świętych Mikołajów.

Ale dosyć o mnie, dziś coś dla innych:
Życzę wszystkim by te Święta, choć nie białe, pełne były magii i bajkowej atmosfery, a na cały przyszły rok spełnienia marzeń i wiele uśmiechu :)

A na dokładkę moja choinka w wersji night&day ;) i zrobiony przez Mamę stroik, tadaaam ;)


Rama musi być!

Spokojnie, spokojnie... Ten post nie zawiera lokowania produktu, a przynajmniej nie tego masłopodobnego.
Nie zamierzam też zabawiać się w Iwonę Pavlovic i wystawiać not za trzymanie ramy w tańcach towarzyskich. Choć podobno wraca era "Tańca z Gwiazdami"*, więc może byłoby to bardzo na czasie...

Tak czy inaczej, dzisiaj słów kilka o nowych papierowych "składanko-wycinankach".
Kojarzycie na pewno jeden z ciekawszych polskich filmów (nie, to nie jest błąd w "druku") w reżyserii Juliusza Machulskiego "Vinci"*. A pamiętacie ten fragment, kiedy w jednej ze scen bohaterowie "zainspirowani" pracą znamienitego malarza wspominają, że:
"Da Vinci gruntował ten obraz z ramą"?
Wprawdzie ta sama rama stała się paręnaście scen później dużą przeszkodą dla głównych bohaterów, ale dzięki temu ciekawie wpłynęła na akcję filmu, a o to z całą pewnością chodziło. I tak oto jedna, zdawałoby się nic nieznacząca rama, w rękach Leonarda da Vinci dopełniła całości dzieła, będą swoistą "kropką nad i", a dzięki reżyserowi zyskała drugie życie i wpłynęła na wartkość akcji, stając się choć na chwilę główną bohaterką.
Zgoda, niecodziennie możemy podziwiać dzieła na skalę "Damy z łasiczką". Ale bądźmy szczerzy, dla większości z nas cenniejsze są klimatyczne zdjęcia, uwieczniające piękne chwile nasze i naszych bliskich. I to właśnie nad nimi potrafimy dumać i godzinami wspominać minione czasy. Dlaczego więc klasycznie wywołane fotografie, albo ich cyfrowe odpowiedniki zapisane na płytach CD, mają się piętrzyć w szarych kartonach na dnie szafy, skoro i one zasługują na coś bardziej indywidualnego i dopełniającego charakter tych pięknych chwil?
Nie wiem, dlatego poniżej parę kolorowych alternatyw, dla tych bezimiennych kartonów z dna szafy.











*Post zawierał lokowanie produktu. (A jednak)

"Pełna stylówa" w służbie Królowi Filipowi

Jeszcze wczoraj w luźnej rozmowie z Przyjaciółką, tej z serii "o wszystkim i o niczym", twierdziłam, że kurs pozytywnego myślenia jest ostatnim czego mi potrzeba, a dziś chętnie wykupiłabym na takie zajęcia karnet...
Nie wiem jak i czego tam uczą, ale resztki zdrowego rozsądku, które udało mi się dziś ocalić podpowiadają, że należy poszukać jakiegoś promyczka słońca. I mam! Wprawdzie taki sprzed trzech dni, ale dalej mocno grzeje i daje dużo radości:
Tak więc zuchwale i z pełną premedytacją chwalę się wszem i wobec:
mój wire-wrappingowy kołnierzyk ( Kołnierzyk? Must have! )uwieczniony przez Paulę na fotografii (i to pewnie jest kluczem tego małego sukcesiku, ale ciiii... ;) dajcie mi się nacieszyć) pojawił się na głównej stronie stylowi.pl ;) "Niby nic, a cieszy" :D i to jak cieszy...
Tu następuje drugi etap chwalenia się:



Ale jak zawsze, do rzeczy...
Jako, że kołnierzyk sprawił mi już wystarczająco dużo radości w trakcie tworzenia, postanowiłam w czerwcu przekazać go na charytatywną aukcję dla Króla Filipa . Można powiedzieć, że teraz niespodziewanie sprawił mi radość po raz drugi, więc uznajmy, że dla mnie się już wysłużył. Aukcja właśnie wystartowała, o TU , więc zapraszam do licytacji:)
Może teraz u kogoś innego wywoła uśmiech :) Nooo... i z całą pewnością te parę groszy wydane na jego zakup, z całą pewnością ucieszą samemu Królowi Filipowi, pomagając Mu w pokonaniu choroby :)

Niech żyje bal... I noworoczne postanowienia ;)

Skoro ubiegłoroczne ostatki podsumowałam w maskowym klimacie, to i mój blogowy powrót nie może się bez nich obyć. Kolejne dwie siostry dołączyły do karnawałowej rodziny i, mam nadzieję, powtórzą losy swoich poprzedniczek, brylując na parkietach. A jako że karnawał w tym roku mamy wyjątkowo długi, to i okazji z całą pewnością nie zabraknie ;)




Czy ja coś wspominałam o noworocznych postanowieniach? Ekhm... No dobrze, przyznam się.
Wprawdzie nie jestem skłonna do obiecywania samej sobie jakichś drastycznych zmian tylko ze względu na to, że zrywam ostatnią kartkę w kalendarzu. Jednak, gdybym miała sobie coś postanowić, na pewno nie mogłabym pominąć planów związanych z prowadzeniem bloga.
Od czasu ostatniego posta troszkę pomysłów zrodziło się w mojej głowie... Jedne zostały urzeczywistnione, inne dalej czekają na wolną chwilę i brakującą szczyptę weny. Ale obiecuję (podobno publicznych obietnic łatwiej dotrzymać)*, że stopniowo nadrobię wszelkie zaległości.

Może na początek słów kilka o bardzo kameralnych, acz przyjemnych warsztatach zdobienia bombek. I samych bombkach rzecz jasna.
Zaczątek ślubnych inspiracji z życzeniami wszelkiej pomyślności dla Młodej Pary.
Sutaszowe bliźniaczki zrobione niedługo po tym, kiedy jedna z ich poprzedniczek zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach.
I alternatywa dla korkowej tablicy.

Tak wyglądają zapowiedzi na parę najbliższych postów. Wprawdzie niektóre z nich muszą poczekać na dokumentację fotograficzną, ale inne są już niemal gotowe;)
Jednak zanim to, wypadałoby jakoś ubrać tego bloga... A to oznacza, że najwyższa pora odkurzyć jakiś program graficzny, a że sesja co raz bliżej końca... do dzieła! :)


*nie jest to aluzja o charakterze politycznym ;)