Nie od razu sutaszowy naszyjnik uszyto...
Małymi kroczkami, w przerwie od codziennych i niecodziennych obowiązków, przez 2 tygodnie zmagałam się ze zszywaniem elementów, by w końcu złączyć je w całość :)
Przy czarnej kolii zarzekałam się, że nigdy więcej, ale jednak jest! Drugi, mniejszy sutaszowy brat,
w morsko-plażowych odcieniach :)
No cóż, nie ma co gadać- zobaczcie sami co z tego wyszło.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autorski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autorski. Pokaż wszystkie posty
Nie od razu Kraków zbudowano...
Etykiety:
Akcesoria,
Autorski,
By olśniewać,
Dodatki,
Karnawał,
Kobiecy,
Kolia,
Kolorowy,
Naszyjnik,
Ozdoby,
Pastelowe,
Ręcznie robione,
soutache,
Stylowi,
Sutaszowa kolia,
Szycie
Samochwała w kącie stała.
Okej, okej... Może stanie w kącie nie należy do przyjemności, ale wyobraźcie sobie jak miło mi się zrobiło, kiedy kolejna moja rzecz trafiła na główną stronę stylowi.pl :D
Wiem, że to drobiazg, ale uwierzcie mi- taki drobiazg potrafi przysporzyć naprawdę wiele radości. Szczególnie mając na uwadze cudowne otoczenie pięknych przedmiotów i fotografii, w towarzystwie których znalazła się moja maska.
Aż chce się krzyczeć z radości :)
Przyznaję, czuje się teraz jak dziecko, które dostało najpiękniejszego lizaka ze sklepowej wystawy (hm... w sumie trzeba przyznać, że wiek chyba nie ma tu żadnego znaczenia- pomimo tych "paru" siwych włosów mieniących się na czubku głowy, nadal cieszyłabym się z takiego wielkiego barwnego lizaka ;) ).
Ehh, ale do rzeczy... Oczywiście nie mogłam sobie darować i uwieczniłam ten fakt, tadaaaaaam:
Wiem, że to drobiazg, ale uwierzcie mi- taki drobiazg potrafi przysporzyć naprawdę wiele radości. Szczególnie mając na uwadze cudowne otoczenie pięknych przedmiotów i fotografii, w towarzystwie których znalazła się moja maska.
Aż chce się krzyczeć z radości :)
Przyznaję, czuje się teraz jak dziecko, które dostało najpiękniejszego lizaka ze sklepowej wystawy (hm... w sumie trzeba przyznać, że wiek chyba nie ma tu żadnego znaczenia- pomimo tych "paru" siwych włosów mieniących się na czubku głowy, nadal cieszyłabym się z takiego wielkiego barwnego lizaka ;) ).
Ehh, ale do rzeczy... Oczywiście nie mogłam sobie darować i uwieczniłam ten fakt, tadaaaaaam:
Etykiety:
Akcesoria,
Autorski,
Bal,
bal maskowy,
Biżuteria,
By olśniewać,
Czarny Łabędź,
Dodatki,
Fotografia,
Hand made,
Handmade,
Kobiecy,
Maska,
Maski,
Przebranie,
Ręcznie robione,
Stylowi,
Wire Wrapping
Sutaszowa kolia- kolejne wyzwanie
Plany i wyobrażenia miałam od dawna, ale niestety do uszycia takiego naszyjnika nie wystarczy 5 koralików znalezionych na dnie pudełka i skrawki sutaszowych tasiemek.
Sutasz to technika, która poza wyjątkowymi materiałami, wymaga czasu i... ogromnej cierpliwości. Niestety jak dotąd, tej ostatniej starczało mi co najwyżej na uszycie pary kolczyków.
Ale pewnego zimowego wieczoru, wrzuciłam do kociołka odrobinę zawzięcia, ciekawości, szpulkę nici, dwie igły, pęk sutaszu. Wszystko to wymieszałam i doprawiłam garścią koralików.
Mniej więcej 80 koralików, 10 metrów tasiemki i 7 dni później powstał on- długo wyczekiwany, czarny naszyjnik. Niepokorny, płata figle przy fotografowaniu, ale... jaki fotograf, takie zdjęcia... Zresztą zobaczcie sami :)
Sutasz to technika, która poza wyjątkowymi materiałami, wymaga czasu i... ogromnej cierpliwości. Niestety jak dotąd, tej ostatniej starczało mi co najwyżej na uszycie pary kolczyków.
Ale pewnego zimowego wieczoru, wrzuciłam do kociołka odrobinę zawzięcia, ciekawości, szpulkę nici, dwie igły, pęk sutaszu. Wszystko to wymieszałam i doprawiłam garścią koralików.
Mniej więcej 80 koralików, 10 metrów tasiemki i 7 dni później powstał on- długo wyczekiwany, czarny naszyjnik. Niepokorny, płata figle przy fotografowaniu, ale... jaki fotograf, takie zdjęcia... Zresztą zobaczcie sami :)
Etykiety:
Autorski,
Bal,
Biżuteria,
Bransoletki,
By olśniewać,
Hand made,
Handmade,
Karnawał,
Kolczyki,
Kolia,
Koronkowe,
Naszyjnik,
Ozdoby,
Ręcznie robione,
soutache,
Stylowi,
Sutaszowa kolia,
Szycie,
Ślub,
Wyjątkowy
Rama musi być!
Spokojnie, spokojnie... Ten post nie zawiera lokowania produktu, a przynajmniej nie tego masłopodobnego.
Nie zamierzam też zabawiać się w Iwonę Pavlovic i wystawiać not za trzymanie ramy w tańcach towarzyskich. Choć podobno wraca era "Tańca z Gwiazdami"*, więc może byłoby to bardzo na czasie...
Tak czy inaczej, dzisiaj słów kilka o nowych papierowych "składanko-wycinankach".
Kojarzycie na pewno jeden z ciekawszych polskich filmów (nie, to nie jest błąd w "druku") w reżyserii Juliusza Machulskiego "Vinci"*. A pamiętacie ten fragment, kiedy w jednej ze scen bohaterowie "zainspirowani" pracą znamienitego malarza wspominają, że:
"Da Vinci gruntował ten obraz z ramą"?
Wprawdzie ta sama rama stała się paręnaście scen później dużą przeszkodą dla głównych bohaterów, ale dzięki temu ciekawie wpłynęła na akcję filmu, a o to z całą pewnością chodziło. I tak oto jedna, zdawałoby się nic nieznacząca rama, w rękach Leonarda da Vinci dopełniła całości dzieła, będą swoistą "kropką nad i", a dzięki reżyserowi zyskała drugie życie i wpłynęła na wartkość akcji, stając się choć na chwilę główną bohaterką.
Zgoda, niecodziennie możemy podziwiać dzieła na skalę "Damy z łasiczką". Ale bądźmy szczerzy, dla większości z nas cenniejsze są klimatyczne zdjęcia, uwieczniające piękne chwile nasze i naszych bliskich. I to właśnie nad nimi potrafimy dumać i godzinami wspominać minione czasy. Dlaczego więc klasycznie wywołane fotografie, albo ich cyfrowe odpowiedniki zapisane na płytach CD, mają się piętrzyć w szarych kartonach na dnie szafy, skoro i one zasługują na coś bardziej indywidualnego i dopełniającego charakter tych pięknych chwil?
Nie wiem, dlatego poniżej parę kolorowych alternatyw, dla tych bezimiennych kartonów z dna szafy.
*Post zawierał lokowanie produktu. (A jednak)
Nie zamierzam też zabawiać się w Iwonę Pavlovic i wystawiać not za trzymanie ramy w tańcach towarzyskich. Choć podobno wraca era "Tańca z Gwiazdami"*, więc może byłoby to bardzo na czasie...
Tak czy inaczej, dzisiaj słów kilka o nowych papierowych "składanko-wycinankach".
Kojarzycie na pewno jeden z ciekawszych polskich filmów (nie, to nie jest błąd w "druku") w reżyserii Juliusza Machulskiego "Vinci"*. A pamiętacie ten fragment, kiedy w jednej ze scen bohaterowie "zainspirowani" pracą znamienitego malarza wspominają, że:
"Da Vinci gruntował ten obraz z ramą"?
Wprawdzie ta sama rama stała się paręnaście scen później dużą przeszkodą dla głównych bohaterów, ale dzięki temu ciekawie wpłynęła na akcję filmu, a o to z całą pewnością chodziło. I tak oto jedna, zdawałoby się nic nieznacząca rama, w rękach Leonarda da Vinci dopełniła całości dzieła, będą swoistą "kropką nad i", a dzięki reżyserowi zyskała drugie życie i wpłynęła na wartkość akcji, stając się choć na chwilę główną bohaterką.
Zgoda, niecodziennie możemy podziwiać dzieła na skalę "Damy z łasiczką". Ale bądźmy szczerzy, dla większości z nas cenniejsze są klimatyczne zdjęcia, uwieczniające piękne chwile nasze i naszych bliskich. I to właśnie nad nimi potrafimy dumać i godzinami wspominać minione czasy. Dlaczego więc klasycznie wywołane fotografie, albo ich cyfrowe odpowiedniki zapisane na płytach CD, mają się piętrzyć w szarych kartonach na dnie szafy, skoro i one zasługują na coś bardziej indywidualnego i dopełniającego charakter tych pięknych chwil?
Nie wiem, dlatego poniżej parę kolorowych alternatyw, dla tych bezimiennych kartonów z dna szafy.
*Post zawierał lokowanie produktu. (A jednak)
Etykiety:
Akcesoria,
Autorski,
Dla dziewczynki,
Dziecko,
Fotografia,
Hand made,
Handmade,
Opakowanie,
Ozdoby,
Prezent,
Prezent prosto z serca,
prezentu,
Pudełko,
Ręcznie robione,
Sesja fotograficzna,
Ślub,
Wedding,
Wesele
Opowieść o szewcu, co bez butów chodził
Nie zgadniecie na jaki temat pisałam pracę licencjacką!
3...
2...
1...
Rebranding :D
Zapytacie więc gdzie dotychczas było moje logo?
W głowie... były plany i planiki, pomysły i pomyslątka, jeden wielki misz-masz. Czyli reasumując:
"na początku był chaos",
nie tylko w mojej wyobraźni, ale i na blogu.
A jako, że nic się samo nie robi (z wyjątkiem bałaganu rzecz jasna ;) ) należało się zabrać do pracy i przelać nareszcie wypadkową dotychczasowych pomysłów na papier, tzn. tfuu... na ekran komputera.
Zaczęłam jakiś miesiąc temu, po czym odłożyłam gotowy projekt, żeby odleżał i "nabrał mocy urzędowej". Prawdę mówiąc polecam taką taktykę, upływający czas dobrze działa na chłodne, obiektywne spojrzenie. W międzyczasie pomyślałam nad kolejną setką możliwych rozwiązań oraz rozważałam wszelkie "za i przeciw" dotychczasowego loga. Największą wątpliwość budziła we mnie zbytnia szczegółowość, która może blokować w późniejszym czasie możliwość skalowania loga, ale... nie wie ten, kto nie spróbuje ;) Trzy głębokie wdechy i
próba nr 1. zmniejszam o 10%- jest OK,
próba nr 2. kolejne 10%-nadal jest OK.
I tak do całkiem małego, acz zadawalającego wymiaru, czyli główna wątpliwość rozwiana, a to oznaczać mogło tylko jedno: dopracowuję szczegóły! Wprawdzie miałam plan B, na wypadek, gdyby eksperyment badawczy skończył się fiaskiem, ale... "plan B to porażka" ;)
I tak oto powstał ostateczny projekt czarnej perły. Pewnie za jakiś czas znajdę nowe-lepsze rozwiązanie i chyba nie ma w tym nic złego, ale na dzień dzisiejszy w takiej sukience będzie chodziła Perla nera i właśnie takie logo identyfikuje jej wcielenie ;)
Jako, że wprowadzenie loga, to nie jedyna zmiana na blogu planowałam pokazać stan sprzed metamorfozy i po, ale... może lepiej nie wracać do tego co było ;)
3...
2...
1...
Rebranding :D
Zapytacie więc gdzie dotychczas było moje logo?
W głowie... były plany i planiki, pomysły i pomyslątka, jeden wielki misz-masz. Czyli reasumując:
"na początku był chaos",
nie tylko w mojej wyobraźni, ale i na blogu.
A jako, że nic się samo nie robi (z wyjątkiem bałaganu rzecz jasna ;) ) należało się zabrać do pracy i przelać nareszcie wypadkową dotychczasowych pomysłów na papier, tzn. tfuu... na ekran komputera.
Zaczęłam jakiś miesiąc temu, po czym odłożyłam gotowy projekt, żeby odleżał i "nabrał mocy urzędowej". Prawdę mówiąc polecam taką taktykę, upływający czas dobrze działa na chłodne, obiektywne spojrzenie. W międzyczasie pomyślałam nad kolejną setką możliwych rozwiązań oraz rozważałam wszelkie "za i przeciw" dotychczasowego loga. Największą wątpliwość budziła we mnie zbytnia szczegółowość, która może blokować w późniejszym czasie możliwość skalowania loga, ale... nie wie ten, kto nie spróbuje ;) Trzy głębokie wdechy i
próba nr 1. zmniejszam o 10%- jest OK,
próba nr 2. kolejne 10%-nadal jest OK.
I tak do całkiem małego, acz zadawalającego wymiaru, czyli główna wątpliwość rozwiana, a to oznaczać mogło tylko jedno: dopracowuję szczegóły! Wprawdzie miałam plan B, na wypadek, gdyby eksperyment badawczy skończył się fiaskiem, ale... "plan B to porażka" ;)
I tak oto powstał ostateczny projekt czarnej perły. Pewnie za jakiś czas znajdę nowe-lepsze rozwiązanie i chyba nie ma w tym nic złego, ale na dzień dzisiejszy w takiej sukience będzie chodziła Perla nera i właśnie takie logo identyfikuje jej wcielenie ;)
Jako, że wprowadzenie loga, to nie jedyna zmiana na blogu planowałam pokazać stan sprzed metamorfozy i po, ale... może lepiej nie wracać do tego co było ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






