Jeszcze wczoraj w luźnej rozmowie z Przyjaciółką, tej z serii "o wszystkim i o niczym", twierdziłam, że kurs pozytywnego myślenia jest ostatnim czego mi potrzeba, a dziś chętnie wykupiłabym na takie zajęcia karnet...
Nie wiem jak i czego tam uczą, ale resztki zdrowego rozsądku, które udało mi się dziś ocalić podpowiadają, że należy poszukać jakiegoś promyczka słońca. I mam! Wprawdzie taki sprzed trzech dni, ale dalej mocno grzeje i daje dużo radości:
Tak więc zuchwale i z pełną premedytacją chwalę się wszem i wobec:
mój wire-wrappingowy kołnierzyk ( Kołnierzyk? Must have! )uwieczniony przez Paulę na fotografii (i to pewnie jest kluczem tego małego sukcesiku, ale ciiii... ;) dajcie mi się nacieszyć) pojawił się na głównej stronie stylowi.pl ;) "Niby nic, a cieszy" :D i to jak cieszy...
Tu następuje drugi etap chwalenia się:
Ale jak zawsze, do rzeczy...
Jako, że kołnierzyk sprawił mi już wystarczająco dużo radości w trakcie tworzenia, postanowiłam w czerwcu przekazać go na charytatywną aukcję dla Króla Filipa . Można powiedzieć, że teraz niespodziewanie sprawił mi radość po raz drugi, więc uznajmy, że dla mnie się już wysłużył. Aukcja właśnie wystartowała, o TU , więc zapraszam do licytacji:)
Może teraz u kogoś innego wywoła uśmiech :) Nooo... i z całą pewnością te parę groszy wydane na jego zakup, z całą pewnością ucieszą samemu Królowi Filipowi, pomagając Mu w pokonaniu choroby :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blogosfera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blogosfera. Pokaż wszystkie posty
Opowieść o szewcu, co bez butów chodził
Nie zgadniecie na jaki temat pisałam pracę licencjacką!
3...
2...
1...
Rebranding :D
Zapytacie więc gdzie dotychczas było moje logo?
W głowie... były plany i planiki, pomysły i pomyslątka, jeden wielki misz-masz. Czyli reasumując:
"na początku był chaos",
nie tylko w mojej wyobraźni, ale i na blogu.
A jako, że nic się samo nie robi (z wyjątkiem bałaganu rzecz jasna ;) ) należało się zabrać do pracy i przelać nareszcie wypadkową dotychczasowych pomysłów na papier, tzn. tfuu... na ekran komputera.
Zaczęłam jakiś miesiąc temu, po czym odłożyłam gotowy projekt, żeby odleżał i "nabrał mocy urzędowej". Prawdę mówiąc polecam taką taktykę, upływający czas dobrze działa na chłodne, obiektywne spojrzenie. W międzyczasie pomyślałam nad kolejną setką możliwych rozwiązań oraz rozważałam wszelkie "za i przeciw" dotychczasowego loga. Największą wątpliwość budziła we mnie zbytnia szczegółowość, która może blokować w późniejszym czasie możliwość skalowania loga, ale... nie wie ten, kto nie spróbuje ;) Trzy głębokie wdechy i
próba nr 1. zmniejszam o 10%- jest OK,
próba nr 2. kolejne 10%-nadal jest OK.
I tak do całkiem małego, acz zadawalającego wymiaru, czyli główna wątpliwość rozwiana, a to oznaczać mogło tylko jedno: dopracowuję szczegóły! Wprawdzie miałam plan B, na wypadek, gdyby eksperyment badawczy skończył się fiaskiem, ale... "plan B to porażka" ;)
I tak oto powstał ostateczny projekt czarnej perły. Pewnie za jakiś czas znajdę nowe-lepsze rozwiązanie i chyba nie ma w tym nic złego, ale na dzień dzisiejszy w takiej sukience będzie chodziła Perla nera i właśnie takie logo identyfikuje jej wcielenie ;)
Jako, że wprowadzenie loga, to nie jedyna zmiana na blogu planowałam pokazać stan sprzed metamorfozy i po, ale... może lepiej nie wracać do tego co było ;)
3...
2...
1...
Rebranding :D
Zapytacie więc gdzie dotychczas było moje logo?
W głowie... były plany i planiki, pomysły i pomyslątka, jeden wielki misz-masz. Czyli reasumując:
"na początku był chaos",
nie tylko w mojej wyobraźni, ale i na blogu.
A jako, że nic się samo nie robi (z wyjątkiem bałaganu rzecz jasna ;) ) należało się zabrać do pracy i przelać nareszcie wypadkową dotychczasowych pomysłów na papier, tzn. tfuu... na ekran komputera.
Zaczęłam jakiś miesiąc temu, po czym odłożyłam gotowy projekt, żeby odleżał i "nabrał mocy urzędowej". Prawdę mówiąc polecam taką taktykę, upływający czas dobrze działa na chłodne, obiektywne spojrzenie. W międzyczasie pomyślałam nad kolejną setką możliwych rozwiązań oraz rozważałam wszelkie "za i przeciw" dotychczasowego loga. Największą wątpliwość budziła we mnie zbytnia szczegółowość, która może blokować w późniejszym czasie możliwość skalowania loga, ale... nie wie ten, kto nie spróbuje ;) Trzy głębokie wdechy i
próba nr 1. zmniejszam o 10%- jest OK,
próba nr 2. kolejne 10%-nadal jest OK.
I tak do całkiem małego, acz zadawalającego wymiaru, czyli główna wątpliwość rozwiana, a to oznaczać mogło tylko jedno: dopracowuję szczegóły! Wprawdzie miałam plan B, na wypadek, gdyby eksperyment badawczy skończył się fiaskiem, ale... "plan B to porażka" ;)
I tak oto powstał ostateczny projekt czarnej perły. Pewnie za jakiś czas znajdę nowe-lepsze rozwiązanie i chyba nie ma w tym nic złego, ale na dzień dzisiejszy w takiej sukience będzie chodziła Perla nera i właśnie takie logo identyfikuje jej wcielenie ;)
Jako, że wprowadzenie loga, to nie jedyna zmiana na blogu planowałam pokazać stan sprzed metamorfozy i po, ale... może lepiej nie wracać do tego co było ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)