Eh... okropne zamieszanie z tymi początkami...
Od wieków spieramy się o to, jak to wszystko się zaczęło.
Co w końcu było pierwsze: jajko, kura, Adam, czy chaos?
Znam takich, którzy twierdzą, że chaos narodził się z żebra Adama, ale... co Oni wiedzą ;)
Niezależnie od tego jakie były nasze ziemskie początki, jedno jest pewne: Adaś istnieje!
I to największy czaruś w małym ciele, jakiego znam :)
Zobaczcie co wisi nad Jego łóżeczkiem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pokój dziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pokój dziecka. Pokaż wszystkie posty
Nowe początki :)
Wracam po długiej przerwie, choć odpoczynku od pracy na szczęście nie miałam wiele :)
Wiecie co to dla Was oznacza? Mniej więcej tyle, że teraz, w ramach nadrabiania zaległości, będę Was zasypywała zaległymi postami.
Ale chyba nie jesteście na mnie źli, prawda?
No to startujemy.
"Nowe początki" zaczynam od literek, które wiszą nad łóżeczkiem pewnej przeuroczej Królewny.
Delikatna, mleczna biel okraszona cukierkowymi różowo-niebieskimi groszkami idealnie wpisuje się w naturalne środowisko ptaszków, zamieszkujących królewską ścianę.
Co o tym sądzicie?
Wiecie co to dla Was oznacza? Mniej więcej tyle, że teraz, w ramach nadrabiania zaległości, będę Was zasypywała zaległymi postami.
Ale chyba nie jesteście na mnie źli, prawda?
No to startujemy.
"Nowe początki" zaczynam od literek, które wiszą nad łóżeczkiem pewnej przeuroczej Królewny.
Delikatna, mleczna biel okraszona cukierkowymi różowo-niebieskimi groszkami idealnie wpisuje się w naturalne środowisko ptaszków, zamieszkujących królewską ścianę.
Co o tym sądzicie?
Etykiety:
Baby boom,
Chłopca,
Dom,
Dziecko,
Groszki,
Hand made,
Handmade,
Kropki,
Literki drewniane,
Ozdoby,
Pokój dziecka,
Pokój dziewczynki,
Prezent,
Ręcznie malowane,
Ręcznie robione,
We wzory
Ramki... w ramach prezentu ;)
Historia powstania tych literek jest dość długa, ale powiem krótko: uratowały mi tyłek!
Miały być tylko dodatkiem, a stały się gwoździem programu. Gdyby nie one, "Pan Barbie" stałby się gwoździem... do mojej trumny.
No tak, trochę przesadzam, ale dacie wiarę, że poza plażową wersją Kena, nie udało mi się znaleźć żadnego hojniej ubranego kawalera, który sprawiłby, że lalki mojego Serduszka nie byłyby już takie samotne?
No okej, kaloryfer miał "jak trza", ale... jakby do tych hawajskich szortów dorzucili chociaż koszulę a'la Cejrowski, byłabym usatysfakcjonowana ;)
Ale "jakby Babcia miała wąsy..." i tak dalej...
Kena nie ma, są literki. No i jest moja nadzieja. Nadzieja na to, że spodobają się jubilatce i ozdobią Jej nowy-doroślejszy-pokój. :)
Miały być tylko dodatkiem, a stały się gwoździem programu. Gdyby nie one, "Pan Barbie" stałby się gwoździem... do mojej trumny.
No tak, trochę przesadzam, ale dacie wiarę, że poza plażową wersją Kena, nie udało mi się znaleźć żadnego hojniej ubranego kawalera, który sprawiłby, że lalki mojego Serduszka nie byłyby już takie samotne?
No okej, kaloryfer miał "jak trza", ale... jakby do tych hawajskich szortów dorzucili chociaż koszulę a'la Cejrowski, byłabym usatysfakcjonowana ;)
Ale "jakby Babcia miała wąsy..." i tak dalej...
Kena nie ma, są literki. No i jest moja nadzieja. Nadzieja na to, że spodobają się jubilatce i ozdobią Jej nowy-doroślejszy-pokój. :)
Etykiety:
Baby boom,
Chłopca,
Dom,
Dziecko,
Groszki,
Hand made,
Handmade,
Kropki,
Literki drewniane,
Ozdoby,
Pokój dziecka,
Pokój dziewczynki,
Prezent,
Ręcznie malowane,
Ręcznie robione,
We wzory
Chmurkowo, ale nie pochmurnie
Pamiętacie jeszcze ten słodki ulepek na patyku, za którym ustawialiśmy się w dzieciństwie w dłuuugich kolejkach?
Tak, macie rację, mówię o niczym innym, jak o... wacie cukrowej.
Kiedy byłam jeszcze małym bąblem (byłam, serio!) myślałam, że to złapane na patyk kolorowe chmurki.
Obraz czarodzieja, w białym foliowym kaszkiecie z daszkiem, który wyczarowywał chmurki z tej magicznej maszyny, mam przed oczami do dziś.
Hmmm... zupełnie, jakby to było wczoraj (a nie było- nie da się ukryć).
Tak czy inaczej, po pierwszym zderzeniu z tiulowymi pomponami nastał czas na starcie nr 2. Zobaczcie co z tego wyszło :) A to jeszcze nie koniec!
Tak, macie rację, mówię o niczym innym, jak o... wacie cukrowej.
Kiedy byłam jeszcze małym bąblem (byłam, serio!) myślałam, że to złapane na patyk kolorowe chmurki.
Obraz czarodzieja, w białym foliowym kaszkiecie z daszkiem, który wyczarowywał chmurki z tej magicznej maszyny, mam przed oczami do dziś.
Hmmm... zupełnie, jakby to było wczoraj (a nie było- nie da się ukryć).
Tak czy inaczej, po pierwszym zderzeniu z tiulowymi pomponami nastał czas na starcie nr 2. Zobaczcie co z tego wyszło :) A to jeszcze nie koniec!
Etykiety:
Baby boom,
Dom,
Dziecko,
Hand made,
Handmade,
Kule tiulowe,
Ozdoby,
Pastelowe,
Pokój dziecka,
Pokój dziewczynki,
Pompony tiulowe,
Prezent,
Ręcznie robione,
Tiul,
Urodziny,
Wata cukrowa,
Wedding,
Wesele
Kokardkowy zawrót głowy
Czasami najprostsze z pozoru zadania, okazują się być najtrudniejszymi. Tak było właśnie w tym przypadku....
Zostałam poproszona przez Mamę pewnej malutkiej, uroczej damy o zrobienie kilku czerwonych kokardek.
Stare ludowe wierzenia nakazują przypinanie czerwonych symboli w otoczeniu dziecka, które mają za zadanie odstraszyć złe uroki, ja jednak podchodzę do sprawy nieco inaczej- czerwone kokardki mają uroku dodawać. Niestety, o ile związanie kokardki nie sprawia mi problemu od paru(nastu) lat, o tyle zrobienie kilku różnych, a przy tym ładnych kokardek, okazało się być prawdziwym wyzwaniem. Szczególnie, kiedy zorientowałam się, że moje wrocławskie zaplecze nie posiada czerwonej nitki...
Na szczęście odgoniłam wszystkie złe uroki i zrobiłam "cuś", jednak czy udało mi się wypełnić 110% normy i sprawić, by owe "cuś", czyło czyms ładnym, oceńcie sami. :)
Zostałam poproszona przez Mamę pewnej malutkiej, uroczej damy o zrobienie kilku czerwonych kokardek.
Stare ludowe wierzenia nakazują przypinanie czerwonych symboli w otoczeniu dziecka, które mają za zadanie odstraszyć złe uroki, ja jednak podchodzę do sprawy nieco inaczej- czerwone kokardki mają uroku dodawać. Niestety, o ile związanie kokardki nie sprawia mi problemu od paru(nastu) lat, o tyle zrobienie kilku różnych, a przy tym ładnych kokardek, okazało się być prawdziwym wyzwaniem. Szczególnie, kiedy zorientowałam się, że moje wrocławskie zaplecze nie posiada czerwonej nitki...
Na szczęście odgoniłam wszystkie złe uroki i zrobiłam "cuś", jednak czy udało mi się wypełnić 110% normy i sprawić, by owe "cuś", czyło czyms ładnym, oceńcie sami. :)
Etykiety:
Baby boom,
Chłopca,
Chrzest,
Dla dziewczynki,
Dodatki,
Dziecka,
Dziecko,
Groszki,
Hand made,
Handmade,
Pokój dziecka,
Pokój dziewczynki,
Ręcznie robione
Moja Ziutka została pomponiarą, a ja testuję dekoracje dziecięcego pokoju :)
Ziutka ledwo się do mnie wprowadziła, a już się zaczyna panoszyć. Nawet pompony sobie przywłaszczyła.
Co Ona sobie myśli, że jak ma plisowaną spódnicę i krótki topik, to kariera cheerleaderki stoi przed nią otworem?
Nic z tego :)
Swoją drogą, nie wiem co na to duet Bohoboco, który projektował kreację tej małej modnisi...
Zresztą to i tak bez znaczenia. Pompony uszyte są z myślą o pewnej małej Królewnie. Jednak zanim zawisną w Jej pokoiku, te 120 tiulowych kółek czeka jeszcze długa podróż.
Wiem, wiem... Pewnie chcecie zapytać czemu parę godzin wycinałam i zszywałam kółka, skoro mogłam w 5 minut nawinąć na formę parę metrów tiulu i osiągnąć ten sam efekt? Hm... bo efekt nie byłby "taki sam".
Ale powiem Wam coś w tajemnicy: te tiulowe pompony to bardzo niepokorne egzemplarze. Z pozoru takie poukładane, a chwila nieuwagi i pokazują różki... Dlatego teraz za karę trafiają do kąta, a właściwie do 8 kątów kartonowego pudełka. Tak zapakowane powędrują na pocztę, a potem w daleką podróż, by dotrzeć na urodzinowe przyjęcie 4-letniej małej damy.
Co Ona sobie myśli, że jak ma plisowaną spódnicę i krótki topik, to kariera cheerleaderki stoi przed nią otworem?
Nic z tego :)
Swoją drogą, nie wiem co na to duet Bohoboco, który projektował kreację tej małej modnisi...
Zresztą to i tak bez znaczenia. Pompony uszyte są z myślą o pewnej małej Królewnie. Jednak zanim zawisną w Jej pokoiku, te 120 tiulowych kółek czeka jeszcze długa podróż.
Wiem, wiem... Pewnie chcecie zapytać czemu parę godzin wycinałam i zszywałam kółka, skoro mogłam w 5 minut nawinąć na formę parę metrów tiulu i osiągnąć ten sam efekt? Hm... bo efekt nie byłby "taki sam".
Ale powiem Wam coś w tajemnicy: te tiulowe pompony to bardzo niepokorne egzemplarze. Z pozoru takie poukładane, a chwila nieuwagi i pokazują różki... Dlatego teraz za karę trafiają do kąta, a właściwie do 8 kątów kartonowego pudełka. Tak zapakowane powędrują na pocztę, a potem w daleką podróż, by dotrzeć na urodzinowe przyjęcie 4-letniej małej damy.
Etykiety:
Baby boom,
Beti,
Bohoboco,
Cheerleaders,
Czirliderka,
Dom,
Dziecko,
Hand made,
Handmade,
Kup Misia,
Ozdoby,
Pokój dziecka,
Pokój dziewczynki,
Pompony tiulowe,
Prezent,
Ręcznie robione,
Urodziny,
Wedding,
Wesele
Szeryfie...
Whitney miała swojego bodyguarda, a nasza mała Alicja otoczona jest wianuszkiem szeryfów.
I jak na gwiazdę przystało lubi się przebierać.
Jak lepiej? W czerwonej sukience w groszki, czy może w mini(malistycznej)?
I jak na gwiazdę przystało lubi się przebierać.
Jak lepiej? W czerwonej sukience w groszki, czy może w mini(malistycznej)?
Etykiety:
Baby boom,
Chłopca,
Dom,
Dziecko,
Groszki,
Hand made,
Handmade,
Kropki,
Literki drewniane,
Ozdoby,
Pokój dziecka,
Pokój dziewczynki,
Prezent,
Ręcznie malowane,
Ręcznie robione,
We wzory
Zuzia, lalka nieduża
No, śmiało... Przyznać się, kto widząc ten tytuł zanucił go sobie pod nosem? ;)
Czy tylko mnie się wydaje, że przedszkolne piosenki to hity, których czas się nie trzyma? Zna je każdy, każdy pamięta i bez wstydu, uczy ich każde kolejne pokolenie.
To chyba doskonały dowód na to, że w każdym dorosłym niedźwiedziu, nadal mieszka mały, nieśmiały miś. I przyznam Wam się szczerze (ale nikomu nie powtarzajcie), że chyba sama ostatnio odkrywam w sobie dziecięcą naturę- o ile kiedykolwiek udało mi się ją porzucić. :P
Jako fan "kinderkowych niespodziewajek" z długoletnim stażem, świętuję ich urodziny, polując na urodzinowe zabawki ;)
(mam już dwie) :D
Ale wracając do Zuzi...
Pamiętacie jeszcze Kazika?
Nie wiem wprawdzie, "czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani", ale przyznajcie sami- pasują do siebie?!
Czy tylko mnie się wydaje, że przedszkolne piosenki to hity, których czas się nie trzyma? Zna je każdy, każdy pamięta i bez wstydu, uczy ich każde kolejne pokolenie.
To chyba doskonały dowód na to, że w każdym dorosłym niedźwiedziu, nadal mieszka mały, nieśmiały miś. I przyznam Wam się szczerze (ale nikomu nie powtarzajcie), że chyba sama ostatnio odkrywam w sobie dziecięcą naturę- o ile kiedykolwiek udało mi się ją porzucić. :P
Jako fan "kinderkowych niespodziewajek" z długoletnim stażem, świętuję ich urodziny, polując na urodzinowe zabawki ;)
(mam już dwie) :D
Ale wracając do Zuzi...
Pamiętacie jeszcze Kazika?
Nie wiem wprawdzie, "czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani", ale przyznajcie sami- pasują do siebie?!
Etykiety:
Baby boom,
Dom,
Dziecko,
Groszki,
Hand made,
Handmade,
Kropki,
Literki drewniane,
Ozdoby,
Pokój dziecka,
Pokój dziewczynki,
Prezent,
Ręcznie malowane,
Ręcznie robione,
We wzory
Ala ma kota, kot ma Alę
A co ma Kasia?
Kasia ma przed sobą pierwsze dziewczęce literki :)
Dla półrocznego Bąbelka, bąbelkowe słodkości.
Ale zaraz, zaraz... Wkradł się jakiś błąd!
Ala? Nie!
Alinka? Też nie!
Michalinka! :)
Jak widać kobieta zmienną jest, nawet ta młodziutka ;)
Zobaczcie michalinkowe metamorfozy. Jak lepiej, z kokardkami, a może bez?
Kasia ma przed sobą pierwsze dziewczęce literki :)
Dla półrocznego Bąbelka, bąbelkowe słodkości.
Ale zaraz, zaraz... Wkradł się jakiś błąd!
Ala? Nie!
Alinka? Też nie!
Michalinka! :)
Jak widać kobieta zmienną jest, nawet ta młodziutka ;)
Zobaczcie michalinkowe metamorfozy. Jak lepiej, z kokardkami, a może bez?
Etykiety:
Baby boom,
Dom,
Dziecko,
Groszki,
Hand made,
Handmade,
Kropki,
Literki drewniane,
Ozdoby,
Pokój dziecka,
Pokój dziewczynki,
Prezent,
Ręcznie malowane,
Ręcznie robione,
We wzory
Zielooonooo mi...
... i spokojnie
Za oknem pojawiają się już wprawdzie piękne odcienie prawdziwej złotej jesieni, jednak u mnie, jak zwykle, na przekór- zieleń.
Dziecięco, kolorowo, wzorzyście...
Zresztą zobaczcie sami:
Za oknem pojawiają się już wprawdzie piękne odcienie prawdziwej złotej jesieni, jednak u mnie, jak zwykle, na przekór- zieleń.
Dziecięco, kolorowo, wzorzyście...
Zresztą zobaczcie sami:
Witamy na świecie! :)
Kolejne literkowe wyzwanie mam już za sobą :)
Nad łóżeczkiem malutkiego Adasia już niedługo zawisną groszkowe literki w marynarskich barwach.
Szczęśliwym Rodzicom życzę wszystkiego co najlepsze, a sama powoli przygotowuję się do kolejnego literkowego zadania.
Co tym razem? Groszki, kropki, paski, kratka? :)
Nad łóżeczkiem malutkiego Adasia już niedługo zawisną groszkowe literki w marynarskich barwach.
Szczęśliwym Rodzicom życzę wszystkiego co najlepsze, a sama powoli przygotowuję się do kolejnego literkowego zadania.
Co tym razem? Groszki, kropki, paski, kratka? :)
Plotę, wyplatam... ;)
W Nowym Tomyślu przedsiębiorcy na potęgę wyplatają wiklinowe ekrany akustyczne, a tymczasem ja...
wyplatam mały koszyczek
...z gazety.
Po trzech latach studiów dziennikarskich i pochłanianiu wiedzy z historii mediów, zaczynam mieć poważne wątpliwości w słuszność zapamiętywanych danych statystycznych.
Kolorowe brukowce, które najlepiej znają się na plecieniu andronów, najlepiej nadaja się do wyplatania koszy. ;)
Może więc niesłusznie cieszą się znakomitymi wynikami sprzedażowymi, sądząc że wynika to z dużej poczytności? ;>
Zostawiam to filozofowanie na później, bo czas na prezentację
Ale co by tu schować...
Może wykorzystać marynistyczny styl granatowo-białych pasków i...
Otóż nie, Mama właśnie porwała ten koszyczek na łazienkową półkę :)
wyplatam mały koszyczek
...z gazety.
Po trzech latach studiów dziennikarskich i pochłanianiu wiedzy z historii mediów, zaczynam mieć poważne wątpliwości w słuszność zapamiętywanych danych statystycznych.
Kolorowe brukowce, które najlepiej znają się na plecieniu andronów, najlepiej nadaja się do wyplatania koszy. ;)
Może więc niesłusznie cieszą się znakomitymi wynikami sprzedażowymi, sądząc że wynika to z dużej poczytności? ;>
Zostawiam to filozofowanie na później, bo czas na prezentację
Ale co by tu schować...
Może wykorzystać marynistyczny styl granatowo-białych pasków i...
Otóż nie, Mama właśnie porwała ten koszyczek na łazienkową półkę :)
Etykiety:
Akcesoria,
Dom,
Groszki,
Hand made,
Handmade,
Koronkowe,
Koszyczek,
Koszyk,
Ozdoby,
Pokój dziecka,
Pokój dziewczynki,
Pudełko,
Ręcznie malowane,
Ręcznie robione,
Szycie,
W domowych pieleszach,
We wzory
M jak...?
Serducho wprawdzie podpowiada coś innego*, jednak dzisiejszego dnia nie wypada powiedzieć inaczej niż:
"M jak Mikołaj"
Pierwsze literkowo-drewniane wprawki mam już za sobą. A jako że reszcie upominków przewodził temat delikatnych groszków, i w tym przypadku wzór nie mógł być inny.
Mogłabym powiedzieć, że dzień zaczęłam od deseru, bowiem to nie literki były głównym daniem dzisiejszego dnia, ale... w końcu mamy dziś "rozpust", więc było mi wolno :)
Pozostaje jeszcze pokazać literkowe opakowanie:
i...
*a to tak a propos serducha ;)

"M jak Mikołaj"
Pierwsze literkowo-drewniane wprawki mam już za sobą. A jako że reszcie upominków przewodził temat delikatnych groszków, i w tym przypadku wzór nie mógł być inny.
Mogłabym powiedzieć, że dzień zaczęłam od deseru, bowiem to nie literki były głównym daniem dzisiejszego dnia, ale... w końcu mamy dziś "rozpust", więc było mi wolno :)
Pozostaje jeszcze pokazać literkowe opakowanie:
i...
*a to tak a propos serducha ;)

Ale pamiętaj, żeby mi przypomnieć!
Czy tylko ja czasami, po wyjściu z domu, borykam się z poczuciem, że o czymś zapomniałam?
Jadę wtedy windą i sprawdzam czy telefony są na miejscu, czy portfel błąka się w torbie, zastanawiam się, czy zamknęłam drzwi...
Wszystko mam, a to dziwne przeczucie nadal mnie męczy. I właśnie wtedy, kiedy chwytam za klamkę drukarni (nie wcześniej, ani nie później) przypominam sobie, że zapomniałam pendriva z plikami do wydruku...
Na szczęście takie sytuacje nie zdarzają mi się często, ale chyba tylko dzięki temu, że nauczyłam się dobrej organizacji. Zapisuję sobie wszystko póki pamiętam, a potem tylko zerkam w zapiski i stosuję się do nich. Moje telefony są wprawdzie zawalone notatkami, ale dzięki temu nie tracę zbyt dużo czasu na wracanie po to, czego zapomniałam. A jak wiadomo:
kto nie ma w głowie, ten ma w nogach.
Co więcej, często muszę pamiętać nie tylko za siebie, ale i za innych. Niemal każdy wyjazd mojej Przyjaciółki poprzedzony jest listą próśb z serii: "Przypomnij mi godzinę przed wyjazdem, żebym..." ;)
A to już naprawdę wyższy stopień trudności.
Choć muszę się przyznać, że... jestem niekwestionowanym mistrzem zapisywania przypomnień w telefonie... Czasem robię to w takim pośpiechu, że zapisuję wydarzenie w możliwie najbardziej skrótowej formie. Problem w tym, że w momencie, kiedy telefon dzwoni, przypominając mi o czymś, co zapewne wcześniej uważałam za bardzo istotne, zamiast stosować się do instrukcji, kwadrans staram się rozszyfrować stworzony przez siebie skrót myślowy. (Ttego typu umiejętność powinnam chyba wpisać sobie do CV, posadę w tajnych służbach powinnam mieć zagwarantowaną ;) )
No, ale ja tak o telefonach i o telefonach... A przecież są też bardziej tradycyjne formy przypominajek: nieodłączny kalendarz, który zawsze mamy przy sobie i tablice korkowe.
Ale co zrobić, by tradycję nieco unowocześnić?
Przepis na tablicę inną niz zwykle,jest prosty: trochę pianki lub styropianu, kawałek materiału i stara firanka. No a oto efekt:
Jadę wtedy windą i sprawdzam czy telefony są na miejscu, czy portfel błąka się w torbie, zastanawiam się, czy zamknęłam drzwi...
Wszystko mam, a to dziwne przeczucie nadal mnie męczy. I właśnie wtedy, kiedy chwytam za klamkę drukarni (nie wcześniej, ani nie później) przypominam sobie, że zapomniałam pendriva z plikami do wydruku...
Na szczęście takie sytuacje nie zdarzają mi się często, ale chyba tylko dzięki temu, że nauczyłam się dobrej organizacji. Zapisuję sobie wszystko póki pamiętam, a potem tylko zerkam w zapiski i stosuję się do nich. Moje telefony są wprawdzie zawalone notatkami, ale dzięki temu nie tracę zbyt dużo czasu na wracanie po to, czego zapomniałam. A jak wiadomo:
kto nie ma w głowie, ten ma w nogach.
Co więcej, często muszę pamiętać nie tylko za siebie, ale i za innych. Niemal każdy wyjazd mojej Przyjaciółki poprzedzony jest listą próśb z serii: "Przypomnij mi godzinę przed wyjazdem, żebym..." ;)
A to już naprawdę wyższy stopień trudności.
Choć muszę się przyznać, że... jestem niekwestionowanym mistrzem zapisywania przypomnień w telefonie... Czasem robię to w takim pośpiechu, że zapisuję wydarzenie w możliwie najbardziej skrótowej formie. Problem w tym, że w momencie, kiedy telefon dzwoni, przypominając mi o czymś, co zapewne wcześniej uważałam za bardzo istotne, zamiast stosować się do instrukcji, kwadrans staram się rozszyfrować stworzony przez siebie skrót myślowy. (Ttego typu umiejętność powinnam chyba wpisać sobie do CV, posadę w tajnych służbach powinnam mieć zagwarantowaną ;) )
No, ale ja tak o telefonach i o telefonach... A przecież są też bardziej tradycyjne formy przypominajek: nieodłączny kalendarz, który zawsze mamy przy sobie i tablice korkowe.
Ale co zrobić, by tradycję nieco unowocześnić?
Przepis na tablicę inną niz zwykle,jest prosty: trochę pianki lub styropianu, kawałek materiału i stara firanka. No a oto efekt:
Etykiety:
Akcesoria,
Dla dziewczynki,
Dom,
Dziecko,
Hand made,
Handmade,
Pokój dziecka,
Pokój dziewczynki,
Ręcznie robione,
Szycie,
Tablica korkowa,
W domowych pieleszach
Subskrybuj:
Posty (Atom)











.jpg)




.jpg)