Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Modelina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Modelina. Pokaż wszystkie posty

Nudzi-mi-sie

W ubiegłym tygodniu miałam okazję bawić się z pewnym przeuroczym Jegomościem czymś... ciastolinopodobnym.

Nie wiem co to było, ale wiem jedno- zabawa była przednia!
Nie dość, że mogłam trochę poszaleć, to i wspomnienia wróciły, bo przecież ta cała moja rękodzielnicza przygoda zaczęła się od... zabawy z modeliną.


Powoli do przodu...

No cóż... przeprowadzki bywają męczące, ale chyba czasem warto się przemęczyć, by w trakcie pakowania sterty kartonów odkryć kilka "skarbów" :)
W moim przypadku odkryciem była masa koralików, rzemieni, tasiemek i wiele innych rzeczy, z których przy odrobinie cierpliwości można stworzyć "coś".
No tak- coś, ale co?

Długo się nad tym zastanawiałam, aż do wczoraj, kiedy w trakcie rozmowy przypomniałam sobie o... kolczykomani. Później, kiedy już połączyłam te fakty, poszło błyskawicznie (no... prawie błyskawicznie) i oto jest- świeżutka "para' sutaszowych kolczyków.

Co było pierwsze?

O historii słów kilka:

Skąd w ogóle pomysł na to, żeby zająć się "robótkami ręcznymi" (tak! tak swojsko nazwany folder znalazłam właśnie na swoim pendrivie...)? Zawsze podpatrywałam Mamę, kiedy robiła cudowne świąteczne stroiki, układała kolorowe bukiety i wyklejała kolorowe szyldy reklamowe. Niestety moje małe koślawe paluszki nigdy nie potrafiły niczego, co choć w ułamku dorównywałoby dziełom Mamy. Zawsze próbowałam zrobić coś z niczego, efekty bywały różne, ale tak naprawdę biżuteryjnego bakcyla załapałam dopiero, kiedy na allegro zamówiłam paczkę z tysiącem bigli, a w sklepie papierniczym kupiłam modelinę :) Nad jedną parą kolczyków potrafiłam spędzić godzinę, co w porównaniu z kilkoma, a nawet kilkunastoma godzinami, jakie teraz pochłania mi zrobienie np. kołnierzyka, sutaszowych kolczyków, czy maski, zdaje się niczym.
Niestety niezagospodarowane materiały do robienia kolczyków, które wręcz krzyczały do mnie (nie, spokojnie, białych myszek jeszcze nie widzę ;) ), nijak zgrywały się z tym, że byłam wtedy w klasie maturalnej. Pech chciał, że już na początku roku szkolnego okazało się, że koślawość paluszków przeszła na koślawość nóżek i bach! Na równym chodniku jednym złym krokiem zafundowałam sobie gustowny, jakże modny w niektórych kręgach, biały gipsowy kozaczek. 6 tygodni siedzenia w domu spożytkowałam w sposób oczywisty. Kolczyki powstawały i rozchodziły się, jak świeże bułeczki (nawet niemal dosłownie, bo przecież utwardzałam je w piekarniku). Na początku sama w nich chodziłam, potem koleżanki prosiły mnie o zrobienie kolejnych egzemplarzy dla nich, a potem i koleżanki koleżanek... Wtedy uznałam, że to się chyba jednak podoba i warto nauczyć się czegoś więcej. Podpatrywałam, wymyślałam, kombinowałam jak zrobić, z czego zrobić itd. Od tamtego czasu co rusz zajmuję się czymś innym, a potem wracam do wcześniejszych technik. Łączę stare z nowym, nowe z nowszym i tak oto nigdy się nie nudzę. Ale żeby i Was nie zanudzić, poniżej dokumentacja reszteczki modelinowych prac

Lubię to!

Musisz sobie odpowiedzieć na jedno... ekhm... ważne, ale to bardzo ważne pytanie: "Co lubię w życiu robić najbardziej?". A potem zacznij to robić.

Mniej więcej taką mantrę wygłosiła jedna z bardziej kultowych kreacji polskiego kina- Laska z filmu "Chłopaki nie płaczą". I jak się z tym nie zgodzić? No jak? Ja nie umiem ;)

Powiedzmy, że potraktowałam te słowa, jako ostateczną motywację. Długo nosiłam się z zamiarem założenia bloga, ale zawsze kiedy byłam już o krok od zrealizowania planu wymyślałam milion powodów, dla których ten pomysł jest bez sensu. Nawet teraz, kiedy to piszę, mam całe mnóstwo wątpliwości, ale... zaczynam robić to, co lubię robić najbardziej ;)
A co konkretnie? Poza pisaniem lubię robić "coś z niczego" i właśnie tym będę się tutaj dzielić.

 Dobra, dobra... koniec tego tłumaczenia się. Żeby nie zanudzać, poniżej mały przedsmak. Dziś tłusty czwartek, więc powinnam wrzucić piękne i rumiane pączuszki, ale pozostanę jednak przy równie słodziutkich (a moim zdaniem nawet smaczniejszych) muffinkach. Ot, taka wersja "light" ;)

Muszę się duuużo nauczyć, żeby moja współpraca z blogiem układała się pomyślnie ;)